Po tym jak władze Ukrainy zdecydowały o wydaniu zakazu wjazdu na terytorium tego kraju Julii Samojłowej, mającej reprezentować Rosję w Eurowizji, wokół konkursu zrobiło się głośno. Ostatecznie Rosja wycofała się nie tylko z udziału w Eurowizji, ale nie będzie go również transmitować z Kijowa. Okazało się też, że rosyjscy dziennikarze, którzy mieli  relacjonować wydarzenie, nie zostali wpuszczeni na teren Ukrainy.

Reprezentantką Rosji na konkursie Eurowizji odbywającym się w Kijowie miała być niepełnosprawna wokalistka Julia Samojłowa. Piosenkarka została jednak uznana za osobę niepożądaną na Ukrainie i dostała trzyletni zakaz wjazdu na teren tego kraju. Władze ustaliły, że w 2015 roku wystąpiła ona na zaanektowanym przez Rosję Krymie.

Decyzję tę podjęto na podstawie danych o złamaniu przez nią ukraińskiego prawa 

– napisała wówczas na Facebooku rzeczniczka SBU Ołena Hitlanska.

Moskwa przyjęła tę decyzję z oburzeniem (choć mówiło się, że celowo sprowokowała konflikt).

Sądzę, że nadeszła chwila prawdy dla społeczności europejskiej: czy da się prowadzić SBU na pasku i zmotywuje ukraińskich radykałów do dalszych „czynów”, czy jednak pokaże, że Europa z jej fundamentalnymi wartościami, do których zresztą zawsze odwoływali się przynajmniej w słowach politycy ukraińscy, jeszcze żyje

– komentowała sprawę Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ.

Rosja celowo wybrała osobę, artystkę, która zgodnie z ukraińskim prawem ma zakaz wjazdu na Ukrainę. Chodzi o zniszczenie wizerunku Ukrainy. Tego rodzaju metoda polega na takim kreowaniu wydarzeń, aby „wróg” podjął oczekiwaną decyzję

- pisała kilka tygodni temu niezalezna.pl.

Czytaj też: Taki jest cel rosyjskiej propagandy

Organizatorzy Eurowizji wpadli na niecodzienny pomysł - chcieli, żeby Samojłowa zaprezentowała swój występ w Kijowie poprzez... połączenie satelitarne.

W dalszym ciągu negocjujemy z władzami Ukrainy, by reprezentanci wszystkich krajów mogli wystąpić w Kijowie, to byłaby sytuacja optymalna. Zaproponowaliśmy również rosyjskiej telewizji, że Julia Samojłowa może pokazać swój występ poprzez połączenie satelitarne

- napisał w specjalnym oświadczeniu Jon Ola Sand, inspektor wykonawczy Konkursu Piosenki Eurowizji.

Rosjanie jednak nie zgodzili się na takie rozwiązanie i wycofali się z konkursu w ogóle. W ramach buntu, również rosyjski Pierwyj Kanał odmówił pokazania transmisji z Kijowa. Jak informuje portal jastrzabpost.pl, na Eurowizji nie zjawią się też rosyjscy dziennikarze, których zatrzymano na granicy z Ukrainą i na trzy lata zakazano im wstępu na teren tego państwa.

Przypominamy, że już jutro o godz. 21 w TVP1 rozpocznie się transmisja pierwszego półfinału Eurowizji, w którym zobaczymy reprezentującą Polskę Kasię Moś. Więcej na ten temat we wtorkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”.