Do niesłychanej sytuacji doszło na ulicach Warszawy. Otóż kolumna rządowa z oficerami Żandarmerii Wojskowej, która próbowała przejechać przez skrzyżowanie, została zablokowana przez samochód Wojciecha Czuchnowskiego, dziennikarza „GW”. Auta miały włączoną sygnalizację świetlną i dźwiękową, jednak Czuchnowski z premedytacją blokował przejazd kolumny. I wtedy stała się rzecz niebywała: zatrzymano kolumnę, a z jednego z samochodów wysiadł oficer, który wdał się w rozmowę, próbując przekonać kierowcę do zjechania na bok. Na to otrzymał odpowiedź: „Pan Macierewicz niestety musi poczekać”. Wtedy żandarm wyjaśnił, że w limuzynie nie ma Antoniego Macierewicza. Później Czuchnowski się chełpił: „Żandarm wkurzony wrócił do swojego auta, po czym cała kolumna objechała wysepkę i przeciwległym pasem się wydostali”. W związku z tą skandaliczną sytuacją mam pytania: czy standardem jest negocjowanie przejazdu z kierowcą blokującym drogę? Dlaczego nie zepchnięto pojazdu, który stanowił zagrożenie, bo tak to się robi na świecie? Jaką karę poniósł Czuchnowski? Ilu znajdzie naśladowców? Czy oficer dowodzący przejazdem kolumny został już zwolniony ze służby?