Polexit, Czechexit – to produkty dezinformacji. Po wkroczeniu rosyjskich wojsk na Ukrainę, Rosja stosuje coraz bardziej agresywną politykę informacyjną. W Warszawie w dniach 28-29 marca odbyła się konferencja zorganizowana przez MON i Akademię Sztuki Wojennej, poświęcona wojnie informacyjnej z Rosją. Eksperci z obszaru Międzymorza skupili się na omówieniu wpływu, zasięgu oraz skutków rosyjskiej propagandy.
 
W spotkaniu wzięli udział eksperci z Litwy, Łotwy, Estonii, Czech, Słowacji, Ukrainy, Gruzji, Mołdawii i Rumunii.
 
Eksperci z krajów bałtyckich podkreślali, że po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r., ich region stał się jednym z głównych celów rosyjskiej dezinformacji. - Dezinformacja jest jednym z elementów opublikowanej w 2014 r. doktryny bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej - przypominał Mantas Martišius z Uniwersytetu Wileńskiego.
 

- Treści programów informacyjnych na Litwie są nastawione na rosyjskojęzycznego odbiorcę. Programy informacyjne demonizują NATO, nacjonalizm, manipulują obrazem. W programach rozrywkowych nie obśmiewa się tematów związanych z rosyjską polityką. Znamiennym jest fakt, że lokalni, litewscy reklamodawcy sami współfinansują działanie kanałów uczestniczących w wojnie informacyjnej. To błędne koło 

- mówił Martišius.
 
Nie tylko kraje bałtyckie, ale 25 proc. czeskich odbiorców znajduje się w zasięgu rosyjskiej propagandy.
 

- Propaganda często oddziałuje na bezrobotnych i ludzi zarabiających poniżej średniej krajowej, rozczarowanych UE. Tacy odbiorcy znajdują w niej potwierdzenie swoich wątpliwości

- mówi w rozmowie z niezalezna.pl Roman Máca, analityk z czeskiego think-tanku European Values. - Jest bardzo trudno zniwelować skutki takiego typu dezinformacji, bo odnosi się do warunków socjoekonomicznych - tłumaczy Máca.
 
Od momentu aneksji Krymu przez Rosję, Kreml zaczął stosować bardziej wysublimowaną propagandę na Ukrainie.
 
- Dzisiaj to nie ilość, a jakość wyróżnia rosyjską propagandę. Odbiorcom jest trudniej odróżnić fakty od fikcji opowiada niezalezna.pl dr Jewhen Fedczenko, założyciel portalu StopFake.org oraz dyrektor Instytutu Dziennikarstwa Narodowego Uniwersytetu im. T. Szewczenki w Kijowie.
 
Fedczenko podkreśla, że również media społecznościowe są nośnikiem propagandy. – Rosyjski portal społecznościowy VKontakte (VK), który jest bardzo popularny na Ukrainie, znajduje się całkowicie pod kontrolą Roskomnadzoru [rosyjski państwowy instytut moderowania przestrzeni internetowej]. Teoretycznie nikt nie moderuje treści VK. Jednak każdy komunikat, zawierający treści proukraińskie, jest kasowany bądź atakowany przez tzw. trolli – zaznacza Fedczenko.