Siedzimy dziś w cieniu drzew dlatego, że ktoś je w przeszłości posadził. Mam wrażenie, że wszyscy o tej oczywistości zapomnieli. Prof. Jan Szyszko obiecał cofnięcie przepisów zmuszających właścicieli działek do uzyskiwania zgody urzędników na wycięcie drzew na własnych posesjach. Słowa dotrzymał, ale nie wszyscy są z tych zmian zadowoleni. Polacy zaczęli protestować w obronie nie swoich drzew. Nawet PO, która pozycjonuje się jako partia liberalna, jest za ograniczeniem pod tym względem prawa własności. Po kilkutygodniowej młócce prezes PiS-u zapowiedział ponowne ograniczenie prawa własności w tej kwestii. Jak się spodziewam, efektem tych słów będzie gwałtowny wzrost sprzedaży siekier przy jednoczesnym spadku popytu na sadzonki. Trzeba być bowiem kretynem, aby w tych warunkach sadzić na swojej działce drzewko. Istnieje ryzyko, że za 60 lat ktoś się do niego przykuje. Zmiany proekologiczne mogą też się rozszerzyć i np. parlamentarna większość nałoży na właścicieli obowiązek podlewania drzew i robienia ludzików z kasztanów. Wyrywajcie więc sadzonki póki czas, bo za chwilę będzie za późno. A że przyszłe pokolenia nie będą miały cienia? A kogo to obchodzi? Przyszłe pokolenia nie głosują.