Ostatnia decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa, ograniczająca wydawanie pozwoleń na wjazd na terytorium USA mieszkańcom siedmiu krajów o podwyższonym ryzyku, wywołała ogromne kontrowersje. Demokraci, lewicowcy i zwolennicy przyjmowania uchodźców organizują protesty na całym świecie – pisze „Gazeta Polska Codziennie”.

Wydane w piątek wieczorem polecenie ogranicza przyznawanie wiz obywatelom siedmiu krajów – Syrii, Iranu, Iraku, Sudanu, Libii, Jemenu i Somalii. Nie jest to, wbrew doniesieniom wielu mediów, całkowity zakaz. Istnieje cała lista wyjątków, która uprawnia mieszkańców tych krajów do otrzymania wizy, jak np. podróż w celach dyplomatycznych. Departament Stanu może również przyznać wizy indywidualnie, jeżeli uzna, że leży to w narodowym interesie USA. Wizę można również uzyskać zgodnie z normalną procedurą, pod warunkiem że zaostrzone śledztwo nie wykaże, iż ubiegający się o nią człowiek ma jakiekolwiek związki z terroryzmem.
 
Ważnym wyjątkiem jest również pozwolenie na wydawanie wiz osobom prześladowanym z powodów religijnych, pod warunkiem że ich religia jest mniejszością w kraju, z którego przybywają. Republikanie nie ukrywają, że zapis ten ma na celu umożliwienie ucieczki chrześcijanom, którzy w krajach arabskich padają ofiarą prześladowań.
 
Taka decyzja nie jest sytuacją bezprecedensową. Na przykład w 2011 r. ówczesny prezydent USA Barack Obama wydał bardziej restrykcyjny zakaz dotyczący obywateli Iraku, który został zniesiony dopiero po pół roku. Powodem jego wydania był fakt, że amerykańskie służby musiały zmienić swoje procedury, aby skuteczniej wychwytywać terrorystów związanych z tzw. Państwem Islamskim.
 
Teraz powód jest taki sam. Administracja Trumpa chce dać służbom specjalnym czas – na razie 90 dni – na zorientowanie się w sytuacji i opracowanie planu działania w walce z islamskim terroryzmem na amerykańskiej ziemi. Wydając to polecenie, Trump oparł się na przepisach, które wprowadził właśnie Obama. Także lista krajów objętych zakazem nie jest jego autorstwa. Te siedem państw zostało uznanych przez poprzednią administrację za kraje podwyższonego ryzyka.
 
Krytycy decyzji Trumpa argumentują, że zakaz ten jest motywowany religijnie. Faktycznie, wszystkie te kraje są muzułmańskie. Republikanie ripostują, że słowo „islam” w tym poleceniu nie pada, a z ponad 40 państw islamskich te objęte zakazem nie są nawet największe. Zwracają także uwagę, że obywatele USA chcący się do nich udać muszą przejść jeszcze trudniejszą procedurę uzyskania pozwolenia.
 
Zakaz ten ogranicza również możliwość wyjazdu osobom, które już przebywają legalnie na terytorium USA, do państw wspierających islamski terroryzm. Ma to na celu zapobieżenie ich radykalizacji. Niemal wszyscy sprawcy ataków, do których doszło w USA pod koniec rządów Obamy, odwiedzali państwa z tej listy.
 
Protesty przeciwko ograniczeniu imigracji wybuchły niemal od razu w wielu miastach USA, a także w Europie. Wątpliwe jednak, aby przyniosły skutek (po poprzednich protestach, w obronie aborcji, nowa administracja podjęła ostrzejsze kroki w celu jej delegalizacji, niż zapowiadała, a wiceprezydent Mike Pence – jako pierwszy tak wysoko postawiony polityk w historii – wziął udział w marszu w obronie życia).

Cały tekst w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”