Politycy opozycji i największe media w Polsce od kilku dni próbują wywołać awanturę o odstrzał żubrów w Puszczy Boreckiej. Do grona najbardziej oburzonych należy Tomasz Cimoszewicz, którego ojciec Włodzimierz jako minister spraw zagranicznych organizował polowanie na żubra m.in. królowi Hiszpanii Juanowi Carlosowi.

Żubry w Polsce dzięki pracy naukowców mają się coraz lepiej. Ich populacja na 31 grudnia 2015 r. była liczona łącznie na 1566 zwierząt, czyli o ponad 130 więcej niż rok wcześniej. To oficjalne dane zawarte w Księdze Rodowodowej Żubrów, którą prowadzi Stowarzyszenie Miłośników Żubrów. Mimo to od czasu, kiedy rządzi Prawo i Sprawiedliwość ekolodzy i część środowiska naukowego biją na alarm. – Nie można dla pieniędzy zabijać zwierząt chronionych. Żubr to nie tylko rzadkie i chronione zwierzę, to także symbol naszej ojczystej przyrody. Nie ma i nie będzie zgody na strzelanie komercyjne do symboli narodowych – grzmi Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska.

Odstrzał pojedynczych sztuk żubrów jest prowadzony w Polsce od lat. Zabijając starsze i słabsze sztuki, chroni się kondycję całego stada. Od chorego zwierzęcia mogą się zarazić inne. Zwierzęta odstrzeliwuje się również, gdy odniosą poważne obrażenia, a także, kiedy liczebność stada przekracza pojemność środowiskową danego terenu. Zbyt duże zagęszczenie powoduje, że osobniki mają mniej pożywienia, a co za tym idzie stają się mniej odporne i bardziej narażone na choroby i pasożyty. Dzisiaj w Puszczy Boreckiej żyje 110 żubrów, a zdaniem naukowców optymalna liczba to 95.

Konieczny odstrzał do tej pory (dokładnie do grudnia 2015 r., czyli tuż po zwycięstwie wyborczym PiS-u) nie budził kontrowersji. W 2004 r. w Puszczy Boreckiej na żubry polował Juan Carlos, król Hiszpanii, co szczegółowo opisywała „Gazeta Wyborcza”. Nad ustrzelonym zwierzęciem zdjęcia robił sobie m.in. Włodzimierz Cimoszewicz, dzisiaj pierwszy obrońca tych żubrów i Puszczy Białowieskiej. Jego syn w czambuł potępia strzelanie do żubrów i oburza się na wytykanie jego ojcu faktów. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że myśliwi muszą słono płacić za przywilej zabicia żubra. Kwota może sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Do czasu zwycięstwa PiS-u w wyborach sprawa odstrzałów nie interesowała również ekologów. „Monitorujemy temat od 2015 r. Wtedy Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP) negatywnie zaopiniowała wniosek o odstrzały i wyglądało na to, że sprawa jest załatwiona” – napisali w odpowiedzi na nasze pytanie przedstawiciele Greenpeace’u. PROP wydała krytyczne stanowisko 24 grudnia 2015 r.

Cały tekst w "Gazecie Polskiej Codziennie"