Żegnamy rok. Przełomowy nie tylko dla naszego kraju. Pierwszy pełny rok rządów PiS-u, prezydentury Andrzeja Dudy, ale i brutalnego ataku opozycji, z którym nie mieliśmy do czynienia w Polsce po 1989 r. Opozycja parlamentarna stała się opozycją totalną. Taką, która aby realizować własne cele, nie cofnie się przed destabilizacją kraju. Z dążeniem do obalenia władzy łącznie.

W nadchodzącym roku powinniśmy sobie życzyć przede wszystkim, by opozycja zaprzestała „bronienia”. Kogokolwiek przed czymkolwiek. Im bardziej bowiem „bronią demokracji”, tym więcej spustoszenia w niej czynią.

Posunę się do stwierdzenia, że od czasu odzyskania przez Polskę wolności po 1989 r. opozycja nie uczyniła tyle zła (wyjątkiem może być rok 1992 i obalenie rządu Jana Olszewskiego), ile czyni dziś. Od języka nienawiści, antagonizowania Polaków, przez przekraczanie granic racjonalności, wysuwanie najbardziej absurdalnych zarzutów, przez skargi do władz europejskich, aż po niebezpieczne destabilizowanie pracy parlamentu – to wybiórczy przegląd jej działań.

Chyba nic nie jest tak potrzebne u progu nowego roku w naszym kraju jak normalność. Nie będzie to jednak możliwe bez samowyciszenia się opozycji. Nikt nie wymaga od niej, by zaczęła bratać się z rządzącymi. Chodzi jednak o to, aby umożliwiła parlamentowi uchwalanie ustaw, a rządowi – wcielanie ich w życie. Tymczasem jedynym pomysłem opozycji na własne istnienie stała się strategia kreowania stanu permanentnej zadymy. Wrażenia, że w Polsce coś „zagraża demokracji”. Mnoży się fronty i ogniska zapalne. Cóż, doskonale wiadomo, że im więcej wykreowanego chaosu w polityce i życiu społecznym, tym lepiej dla KOD-u i tworów mu podobnych.

Przeciw czarnemu protestowi

Polkom w nowym roku życzyć można, by w ich obronie przestały występować feministki. Choć mają znikome poparcie, to uparcie uzurpują sobie prawo do reprezentowania wszystkich kobiet. Często zresztą w ogóle nie interesują ich prawa kobiet, feministki działają bowiem czysto ideologicznie. I tak pod przykrywką troski o płeć piękną otwiera się front rozgrywek światopoglądowych, w których za wszelką cenę chce się przeforsować np. prawo do aborcji. Feministki wojują więc z Kościołem i występują przeciw tradycyjnej rodzinie.

Cóż, może nadchodzący rok sprawi, że feministki przyjmą wreszcie do wiadomości, iż Polska jest na ostatnim (sic!) miejscu w niechlubnym rankingu europejskich krajów o najbardziej rozpowszechnionej przemocy wobec kobiet, a respektowanie ich praw jest u nas na wyższym poziomie niż w wielu państwach Zachodu.

Przewietrzyć obciach

Nie da się ukryć, że Ryszard Petru, jeden z liderów opozycji, wniósł do naszego życia powiew nienotowanego wcześniej obciachu. Przez kilka miesięcy popisów stał się bohaterem tak wielu prześmiewczych memów, ilu nie dorobił się niejeden polityk przez całą karierę. Tworzył alternatywną wersję historii, w której z pełną powagą przekonywał, że „imperia upadały w czasach największej świetności”, pomylił też datę zamachu majowego, sejm niemy określił mianem sejmu głuchego. Życzmy więc sobie i jemu, by wreszcie wziął dodatkowe lekcje z historii i doszkolił się z wiedzy ogólnej.

Problemy z pamięcią doskwierały zresztą nie tylko liderowi Nowoczesnej. Inni nie chcieli być gorsi. Swoista amnezja dotknęła sprzyjającego opozycji płk. Adama Mazgułę, który publicznie nazwał stan wojenny „kulturalnym wydarzeniem”. A i tak ci wymienieni to nie wszyscy „wybitni”.

2017 r. jest także szansą, by część działaczy opozycyjnych odzyskała zdrowy rozsądek. Władysławowi Frasyniukowi czy Ryszardowi Petru należałoby życzyć, by zakończył się dla nich stan wojenny – gdziekolwiek ów stan widzą. Z kolei Lechowi Wałęsie (a może i jego rodakom) – aby były prezydent raz na zawsze zniknął z życia publicznego, gdyż niektórymi swoimi wypowiedziami publicznymi od dawna przekracza wszelkie granice. Tak jest np., gdy mówi do polityków PiS-u: „Albo się poddacie, albo będziecie z okien wyskakiwać”.

Naprawdę wystarczy.

Europo, wyluzuj

Ostatnią debatę w Parlamencie Europejskim o naszym kraju można by potraktować z przymrużeniem oka, gdyby nie fakt, że występowali w niej też polscy parlamentarzyści. Ci w tonie alarmującym przedstawiali sytuację w Polsce, opowiadali o władzy, która dopuszcza się zamachu stanu, zagrożonej demokracji, ograniczaniu swobód obywateli. Najsmutniejsze, że polska opozycja uczyniła z PE arenę do ataku na rząd, ataku niesprawiedliwego i niepopartego żadnymi sensownymi przesłankami. Pod przykrywką troski o kraj rozgrywa spektakl zmasowanej krytyki
PiS-u. Podkreśla osłabienie pozycji Polski w Europie, a przecież to przede wszystkim ona sama odpowiada za wykreowanie narracji o „niszczonej przez władzę, osłabionej Polsce”.

Kiedy głos na temat praw podstawowych zabrała jedna z europejskich przedstawicielek PE, usiłując dowieść, że aborcja należy właśnie do tej „kategorii praw”, pomyślałem, że z Europą takich wartości lepiej mieć jak najmniej wspólnego. Dla naszego kraju najlepiej byłoby trzymać się wartości, które są ważne dla Polaków, a nie ślepo podążać za pseudowartościami kultywowanymi obecnie w Europie Zachodniej. Tego sobie życzmy.

Zakończyć kabaret celebrytów

Trudno zgadnąć, skąd pośród tak wielu znanych aktorów, reżyserów, celebrytów zrodziła się ogromna, nierzadko przechodząca w nienawiść niechęć do polityków PiS-u, a nawet do wyborców tej partii. Bo czy można racjonalnie wyjaśnić, że dorośli ludzie wciąż nie mogą się pogodzić z wynikami wyborów prezydenckich i parlamentarnych? Czy klęska, której się nie spodziewali, uczyniła takie spustoszenie w ich psychice, że w mijającym roku próbowali dorównać w intelektualnych absurdach kolegom z opozycji parlamentarnej?

I tak Krzysztof Pieczyński co rusz skarżył się mediom, jak „PiS łamie prawa człowieka”, albo wzbijał się na wyżyny niedorzeczności, gdy w wywiadzie kazał się rozliczać Kościołowi z działalności przeciwko ludzkości. Jerzy Stuhr zasłynął z porównania Jarosława Kaczyńskiego do Hitlera. Wojciech Pszoniak nie chciał być gorszy i PiS porównywał do PZPR-u, a o Jarosławie Kaczyńskim mówił, że to „nie do końca zdrowy człowiek”. Przykłady językowej agresji, a czasem zwykłej podłości można by mnożyć. Rok 2016 pod względem prawdziwej mowy nienawiści, skierowanej w jedną partię i jedną osobę, pobił niechlubny rekord w wolnej Polsce.

Przykre, że na krzywdzące, kompletnie nieuzasadnione, irracjonalne oceny i komentarze decydują się „ludzie kultury”, sami nierzadko będący z kulturą na bakier. Niech w nadchodzącym roku znani aktorzy jak najmniej angażują się w politykę i jak najrzadziej bawią się w politycznych ekspertów. Efekty ich pseudointelektualnych popisów zwykle są koszmarne.

Gdyby oceniać upływający rok przez pryzmat histerycznych działań opozycji, obrazu z części mediów czy „zatroskania PE”, należałoby uznać go za stracony czas. Na szczęście jest jeszcze sfera realnych działań rządu, który w dużej mierze spełnił wyborcze obietnice i mimo że nie uniknął błędów, wciąż cieszy się sporym zaufaniem społecznym. Może więc życzmy sobie, by nowy rok był czasem opamiętania opozycji, większego spokoju, wyciszenia wewnętrznego napięcia i konsekwentnych działań rządu, który nadal będzie realizował przedwyborcze zapowiedzi.