Wręcz wzruszające słowa padły z ust prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki podczas spotkania w Mińsku z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim: „Nas nic nie dzieli! Zawsze żyliśmy w zgodzie i harmonii. Mamy bardzo bliską, a często wspólną historię”. Ale z Łukaszenką jest tak, że – mówiąc anegdotycznie – gdy jest na schodach, to nie wiadomo, czy wchodzi, czy schodzi. Rzeczywiście Białoruś chce polepszenia stosunków z Zachodem. Ale głównie gospodarczych. Politycznie – Mińsk boi się choćby posądzenia przez rosyjskiego Wielkiego Brata o chęć zmiany frontu. Na terytorium Białorusi stacjonują tysiące rosyjskich żołnierzy, Łukaszenka nie może być też pewny lojalności armii białoruskiej. Nie ma co robić sobie nadziei. Ale trzeba obniżać napięcie, stwarzać warunki dla neutralności Białorusi, bo to bardzo ważny dla nas sąsiad. I jako zagrożenie (rosyjskie wojska przy naszej granicy), i jako szansa. Jeśli utrzymamy choćby poprawne relacje z reżimem w Mińsku, to już będzie korzyść dla Polski. Ale cały czas pamiętajmy – ostrożnie z Łukaszenką.