Zwolennicy Hilary Clinton nie mogą pogodzić się z porażką. Wyszli na ulice amerykańskich miast, żeby protestować przeciwko... zwycięstwu Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA. „W Stanach KOD już ruszył. Wiekowo dużo młodszy niż starsi bracia z Polski” – komentują wydarzenia internauci.

Protesty rozpoczęły się, choć Hillary Clinton pogratulowała Trumpowi wygranej i wezwała swoich wyborców, aby uznali wynik demokratycznych wyborów. 

Demonstracje odbywają się w Nowym Jorku, Chicago, Waszyngtonie, Filadelfii, Bostonie, Los Angeles, Richmond, Portland, Atlancie, Austin, Dallas i Kansas City. Wśród demonstrantów dominują młodzi ludzie, głównie Latynosi i Afroamerykanie – podaje amerykańska stacja Fox News.


W Nowym Jorku protestuje około tysiąca osób. Policja ograniczyła się jednak do ustawienia barykad wokół Trump Tower, wieżowca przy 5 Alei należącego do prezydenta-elekta.


"To nie mój prezydent", "Czas się zbuntować" - głoszą banery i transparenty.

W Bostonie, tysiące protestujących przemaszerowało przez centrum miasta, skandując "Trump rasistą". Trzymali transparenty z hasłami "Impeach Trump" i "Znieść Kolegium Elektorów."

Protesty rozgorzały też na uniwersytetach w Kalifornii i Connecticut, a kilkaset osób przemaszerowało w San Francisco. Inni zgromadzili się przed ratuszem w Los Angeles.

Demonstranci zgromadzili się też przed nowo otworzonym Trump International Hotel w Waszyngtonie. Media pokazują spokojny tłum przed budynkiem w centrum miasta.


Inna grupa przed Białym Domem trzymając świece, słuchała przemówień i śpiewała piosenki.

Dziesiątki ludzi zablokowany ruch w centrum Portland. Spalono amerykańskie flagi i zmuszono do opóźnienia pociągów na dwóch liniach kolejowych.

Do najgwałtowniejszych protestów doszło w Oakland. Podczas manifestacji, która rozpoczęła się tuż przed północą, demonstranci podpalili kosze na śmieci, wybito okna a na pięciu budynkach w centrum miasta, namalowano graffiti. Policja nie dokonała jednak aresztowań.

Podczas jednej z manifestacji w Seattle doszło do strzelaniny. Co najmniej pięć osób zostało rannych, jedna jest w stanie krytycznym. Służby twierdzą, że zdarzenie nie miało związku z protestami.