Wybory na Litwie minęły już dawno, a o nowej władzy nadal niewiele można powiedzieć. Wiadomo, że 56 mandatów zdobyli reprezentanci Litewskiego Związku Chłopów i Zielonych. Zieloni – „bardziej konserwatywni od konserwatystów”, jak i „bardziej socjalistyczni od socjaldemokratów” – wciąż pozostają zagadką. Jakby na marginesie dyskusji o kierunku, w jakim zmierza Litwa, poruszany jest problem mniejszości narodowych. Politycy zwycięskiej partii twierdzą, że ich polityka będzie bardziej przychylna wobec mniejszości niż poprzednich rządów. O Polsce mówią jako o najważniejszym partnerze zarówno w sferze gospodarczej, jak i obronności. Co więcej, wielu z nich mówi także po polsku. Niewątpliwie zatem istnieje podstawa do wzajemnego zrozumienia. Litewska rzeczywistość pokazuje jednak, że deklaracje często nie idą w parze z konkretnymi decyzjami. Wystarczy choćby przypomnieć, że największe problemy polskich szkół w Wilnie rozpoczęły się za rządów liberałów, którzy również deklarują życzliwość wobec mniejszości. Jak będzie tym razem? To się okaże, jednak trudno oczekiwać, że Polacy otrzymają coś w prezencie od władz. Będą mieli na Litwie tyle praw, ile sami sobie wywalczą.

Autorka jest dziennikarką „Kuriera Wileńskiego”

Czytaj więcej: Współpraca „Codziennej” z „Kurierem Wileńskim”. Nasi autorzy w polskim dzienniku na Litwie