Przy walce o intratny kontrakt na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii firma Airbus Helicopters korzystała z usług firm doradczych, wpływowych prawników i lobbystów. Centralne Biuro Antykorupcyjne będzie musiało dokładnie zbadać te umowy. Szczególnie ciekawa jest ta zawarta z firmą związaną z zaufanymi ludźmi gen. Marka Dukaczewskiego, byłego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych. Podmiot ten miał otrzymać setki milionów złotych tzw. succes fee, wynagrodzenia za osiągnięcie określonego celu (nawet w wypadku 1 proc. od wartości kontraktu byłoby to grubo ponad 100 mln zł) po formalnym zawarciu umowy na zakup przez wojsko caracali. Przedstawiciele Airbusa z niewiadomych powodów w pierwszej połowie 2015 r. pogonili jednak ludzi Dukaczewskiego. Czyżby już wówczas czuli, że wielomiliardowy kontrakt mają w kieszeni? Można tak przypuszczać. Koncern mógł bowiem liczyć na przychylność nie tylko polskich dyplomatów (w tym niektórych wysokich rangą urzędników MSZ-etu), ale także Bronisława Komorowskiego, prezydenta RP.