Po raz pierwszy debatę prezydencką Clinton-Trump poprowadził dziennikarz, którego nie można oskarżać o stronniczość. Chris Wallace z Fox News, inaczej niż poprzednicy, był równie dociekliwy wobec obojga kandydatów.

Skutkiem tego pojawiło się więcej konkretów programowych, np. Clinton chce podnieść podatki, Trump obniżyć. On chce wzmocnić ochronę granic, ona zaś w tej sprawie kluczy. Mniej było też ataków osobistych, choć tu Clinton była bardziej małostkowa, wyliczając całe litanie prawdziwych i rzekomych przewinień Trumpa. Sama jednak ma coś na sumieniu – Trump wspomniał o nowych „taśmach prawdy”, na których współpracownicy kampanii Clinton opowiadają, jak zakłócać jego spotkania wyborcze. Chyba z powodu coraz to nowych faktów wskazujących na próby nielegalnego wpływania na wynik wyborów Trump uchylił się od odpowiedzi, czy uzna wynik wyborów. Należy to uznać za pewien błąd, choć może w ten sposób zostawił furtkę dla sądownego ustalania wyniku wyborczego, gdyby w jakimś kluczowym stanie Clinton minimalnie wygrała. Końcowy werdykt – wygrał Trump, nie przez nokaut jednak, lecz na punkty.