Były esbek ścigany listem gończym, podejrzewany o wielomilionowe oszustwa żyje sobie w Szwajcarii, spokojnie i w luksusie. Jawnie drwi z polskich organów ścigania, które za rządów PO-PSL były w jego sprawie bezsilne.

Przypadek? Dopiero prokuratura kierowana przez Zbigniewa Ziobrę na poważnie zajęła się tą tzw. aferą outsourcingową. Problem jednak w tym, że efekty tych działań powinny pojawić się możliwie jak najszybciej. Tylko w ten sposób, choć w niewielkim stopniu, da się uratować poważnie nadwątlony wizerunek aparatu państwowego. Za rządów PO-PSL, zamiast ścigać byłego esbeka i nieuczciwych urzędników, skupiono się na kilkuset Bogu ducha winnych polskich przedsiębiorcach. To im ZUS i fiskus kazały płacić setki milionów złotych niezapłaconych składek ubezpieczeniowych oraz podatków. Tymczasem należności te miały być odprowadzane przez powiązane z byłym esbekiem firmy, świadczące usługi pośrednictwa w zatrudnieniu (tzw. agencje pracy), które stosowne kwoty pobrały od oszukanych przedsiębiorców. Pieniądze nigdy jednak nie trafiły do państwowej kasy.