Niestety dobrej zmiany w policji wciąż nie widać, a niektóre działania wprost niosą znamiona jej sabotowania. W tych dniach kibice gdańskiej Lechii zostali wezwani, na razie w charakterze świadków, w sprawie posiadania i odpalania rac na trasie konduktu podczas pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”. W sobotę, 28 sierpnia w trakcie tych doniosłych uroczystości policja nie legitymowała kibiców, którzy przyjechali do Gdańska z całej Polski. Race były wówczas odpalane w wielu miejscach. W komentarzach prasowych dotyczących pogrzebu naszych bohaterów dominowały pochwały dla kibicowskiej młodzieży m.in. za piękne oprawy, które pojawiły się także na cmentarzu. Uczestnicy uroczystości, w tym przedstawiciele władz i rodzin Danuty Siedzikówny i Zygmunta Selmanowicza, byli nimi wzruszeni.

Gdańska policja, jak widać, odczekała swoje i chce kolejny raz w ostatnich miesiącach pokazać, że mentalnie tkwi w okresie poprzednich rządów, kiedy wszystko było jej wolno. Może funkcjonariusze czują się bezkarni, bo nie słychać, aby kogokolwiek pociągnięto do odpowiedzialności za polityczne prowokacje policji z ostatnich lat, dość w tym miejscu wymienić różne sytuacje z Marszu Niepodległości, z tzw. Akcji Widelec, z bezpodstawnego przetrzymywania liderów środowiska kibicowskiego w więzieniach.

O tych prowokacjach pisałem już wielokrotnie. Może czas, żeby się nimi ktoś rzetelnie zajął. Ale nie w postaci kontroli, którą przeprowadzają koledzy z tego samego garnizonu. Przypomnę tylko, jak w ostatnim czasie ukrócono sprawę wyciągnięcia z manifestującego tłumu i pobicia Marysi Kołakowskiej. W trzy dni po uroczystościach pogrzebowych „Inki” i „Zagończyka” policja entuzjastycznie spisywała wszystkich młodych ludzi w szalikach Lechii, którzy w rocznicę Porozumień Sierpniowych udawali się na patriotyczne uroczystości pod pomnik Poległych Stoczniowców. Celowali głównie w nastolatków. Po naszej interwencji i zapytaniu, dlaczego to robią, dlaczego spisują tylko kibiców, i to tych nastoletnich, funkcjonariusze odpowiadali: „Bo tak ma być”. Chcieli młodzież ewidentnie nastraszyć.

Według informacji, które uzyskaliśmy, za wszystkim stoi insp. Wojciech Siwek, który przyszedł do Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku z rekomendacji m.in. byłego Komendanta Głównego Policji insp. Zbigniewa Maja, jego kolegi Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku insp. Jarosława Rzymkowskiego oraz przede wszystkim związków zawodowych. Jego nominacja wzbudziła zdziwienie wielu funkcjonariuszy gdańskiej policji, którzy w rozmowie z nami wprost użyli sformuło-wania, że jest on „permanentnym wrogiem kibiców Lechii, stowarzyszeń patriotycznych i wszystkich organizowanych przez nich uroczystości”. Ponadto „słownie na odprawach, nie wpisując tego do planów działań, każe te środowiska inwigilować, wprowadzać tam zamaskowanych policjantów, wyciągać ludzi z tłumu i przekazywać ich funkcjonariuszom oddziałów prewencji”. Od siebie dodajmy, że inspektor każdorazowo po odpaleniu rac, nawet w czasie opraw, kiedy nikomu nie zagrażały, pisał pisma o zamknięcie stadionu. Gdańscy kibice byli nagrywani i spisywani nawet wtedy, kiedy wybierali się zorganizowaną grupą na pielgrzymkę na Jasną Górę!

Cała sytuacja wygląda dokładnie tak, jakby ktoś chciał powiedzieć kibicom: „Chcieliście zmian? Nic się nie zmieniło. Nadal możemy robić z wami, co chcemy!”. Niestety do podobnych incydentów dochodzi także w innych miejscach Polski.