Prawo i Sprawiedliwość ma dzisiaj dwóch sojuszników: Hannę Gronkiewicz-Waltz, która robi wszystko, by utracić władzę w Warszawie, a wówczas prawdopodobnie przejmie ją PiS, oraz Ryszarda Petru. Nowoczesna, krytykując prezydent Warszawy, pracuje na wzrost poparcia PiS-u – stwierdza dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Magdaleną Złotnicką.

Jest prawdopodobne, że afera reprywatyzacyjna zaszkodzi poparciu Platformy Obywatelskiej. Czy jednak oznacza to, że w sondażach zyska Nowoczesna?
Nowoczesna sama włączyła się w medialne grillowanie warszawskiego ratusza. Dokonała tym samym zdrady politycznej, bo przecież PO była jej sojusznikiem. Zrobiła to w pogoni za podwyższeniem słupków w sondażach, ale nic z tego nie wyszło. Afera reprywatyzacyjna w Warszawie owocuje – co już zresztą widać – wcale nie tym, że zyskuje ta opozycja, która zdradziła Platformę Obywatelską i krytykuje w tak nieprzyjemnym momencie prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz, ale tym, że rosnąć będzie poparcie PiS-u. W mojej ocenie to jest tak, że krytykując prezydent stolicy, Nowoczesna nie pracuje na siebie, ale na to, by to partii rządzącej skoczyły słupki.

Czy szef Nowoczesnej Ryszard Petru nadal będzie mógł czuć się liderem opozycji?
On nie może uchodzić za lidera opozycji, ponieważ opozycji właściwie nie ma. Są zagubione Nowoczesna i PO, coraz bardziej tracące kontakt z rzeczywistością. Poza tym właśnie afera reprywatyzacyjna pokazuje, że Petru zaprzepaścił szanse na bycie liderem. Gdyby bowiem Nowoczesna myślała długofalowo, to wbiłaby PO sztylet dużo wcześniej, najlepiej tuż po ostatnich wyborach parlamentarnych. Wówczas mogłaby dużo zyskać. Teraz, kiedy ataki na PO pojawiają się w sytuacji kryzysowej, Nowoczesna jest po prostu niewiarygodna.

Nowoczesna zwróciła na siebie uwagę, formułując 21 postulatów sierpniowych 2016 r. Wywołały one wrażenie raczej humorystyczne.
Ryszardowi Petru i jego formacji politycznej chodziło zapewne o nawiązanie do postulatów Solidarności z 1980 r., oczywiście przekształcając je tak, by były mniej socjalistyczne niż ówczesne. Wyszło tak, jak w powiedzeniu cesarza Napoleona, że „historia powraca w postaci farsy”. Tak się dzieje, gdy ktoś, zupełnie niezwiązany z ruchem solidarnościowym, a także niemający pojęcia o historii – a Ryszard Petru tego braku pojęcia dowodził wielokrotnie – próbuje do tej historii nawiązać. Efekt może być tylko przezabawny.