Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich, który odbył się w Warszawie, na pewno przejdzie do historii. Nie ze względu na wagę spotkania, ale z powodu wystąpień, jakie tam wygłaszano. Przy słuchaniu niektórych oczy otwierają się szeroko ze zdumienia. Aż trudno uwierzyć, że takie słowa naprawdę tam padły…

O Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich, który odbył się w Pałacu Kultury i Nauki, już informowaliśmy. Z powodu politycznych wystąpień. Zarówno „apolitycznych” sędziów, jak i przedstawicieli partii, chociażby Ryszarda Petru. Obserwatorzy zwrócili uwagę nie tylko na przemówienia prawników. Była jeszcze jedna scenka – dość wymowna – kiedy na koniec odegrano... „hymn Unii Europejskiej”, czyli „Odę do radości”!

Wśród uczestników kongresu wypatrzono też kilka dobrze znanych naszym czytelnikom osób – m.in. sędziów Wojciecha Łączewskiego oraz Igora Tuleyę.


Jak zauważono w „Wiadomościach” TVP, w wystąpieniu drugiego z wymienionych pojawiły się „zarzuty pod adresem sędziów, którzy zdecydowali się na pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości; zarzuty i swojego rodzaju groźby”.

Sędzia w ministerstwie już dawno przestał reprezentować władzę sądowniczą. Stał się urzędnikiem – posłusznym, ślepym wykonawcą. (…) Zapominają o tym, że sędzią się jest, a urzędnikiem bywa

– stwierdził Tuleya. I kto to mówi? – chciałoby się zapytać…

Nie mniej zaskakujące były słowa, które padły z ust sędzi NSA Ireny Kamińskiej.

(…) całe życie broniłam sędziów, uważam, że to jest zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi. I myślę, proszę państwa, że damy radę 

– oznajmiła.


Uwagę przykuła swoimi słowami również inna z przemawiających.

Wszędzie z dumą mówię o tym, że w Polsce nie ma, i nie było nawet w dawnych czasach, korupcji w sądach 

– powiedziała. 


Na koniec prawdziwa perełka. Nie wiemy, co dokładnie chciał przekazać przemawiający sędzia, bo jego opowieść o tym, co Jarosław Kaczyński miałby zrobić z uchwałą podjętą w czasie kongresu, była tak niedorzeczna, że może wprawić w osłupienie…

Załóżmy, że jutro Jarosław Kaczyński (…) pojedzie na Nowogrodzką, zabierze kota, bo jest niedziela. Asystent przyniesie mu kawę, weekendową prasę i wydrukowaną naszą uchwałę z dzisiejszego dnia

– snuł swoją wizję sędzia.

Sądzę, że prezes Kaczyński zrobi tak, że odsunie kawę, odsunie prasę i zerknie na naszą uchwałę. (…) W moim przekonaniu osobistym, zagnie lewy róg od tej kartki, prawy, złamie na pół, odegnie oba rogi, robiąc z tej kartki naszej uchwały, tak ważnej teraz dla nas, jaskółkę tak zwaną, rzuci obok swojego kota i powie: „Fiona, łap ptaszka”. A Fiona nawet głową nie ruszy. Dlaczego tak się wydarzy? W moim przekonaniu, ani jednego, ani drugiego w ogóle nie interesuje to, co my dzisiaj tu powiemy, ani uchwalimy

– kontynuował.