Jakiś czas temu nad morzem rozmawiałem z sympatykami KOD. Nie mieli pojęcia, kim jestem. W czasie rozmowy o pogodzie rzuciłem dla zgrywy: „Bo my jesteśmy tu na Zjeździe Rodzin ONR”. Uciekli w popłochu.

ONR przestał być w polskiej debacie realnie istniejącym ugrupowaniem, a stał się figurą retoryczną, środkiem artystycznym. ONR trzeba się bać, a za jego działania obciążać PiS. Także po wygonieniu z pogrzebu „Inki” i „Zagończyka” działaczy KOD w roli winnego obsadzono ONR. Tymczasem relacje świadków mówią co innego. „Pogromcą KOD-u okazała się moherowa babcia. Na oko 7 dyszek z okładem. Napadła na kilku kodomitów […] i zerwała im flagę. […] Kogo oni chcą bronić, skoro sami siebie nie potrafią obronić przed moherową 70-latką?” – czytam na wrocławskim portalu FanŚląsk. Babcię wsparli kibice Śląska, a delegacja ONR stała wtedy gdzie indziej. Ciągłe wycieranie sobie przez media gęby nazwą ONR ma jednak także inny skutek – lansowanie tej organizacji. Jesteś młody i nie lubisz „GW” oraz TVN? To twoje miejsce jest w ONR, ugrupowaniu przejawiającym skądinąd prorosyjskie ciągoty. Tak establishment stara się kreować wroga, który ma być dla niego wygodny.