O tym, jak jestem atakowany przez niektóre media, można by długo opowiadać, ale muszę powiedzieć, że jestem człowiekiem, którego niesłuszna i niesprawiedliwa krytyka napędza do działania – z ministrem środowiska prof. Janem Szyszko rozmawiamy o atakach medialnych, kolekcjach poroży i o tym, jak daleko od jego okien będzie przebiegała obwodnica Warszawy.

Media nie są Panu szczególnie przychylne. Każde działanie spotyka się z oporem. Ostatnio stwierdzono, że chce Pan wielkiej wycinki drzew znajdujących się na prywatnych posesjach.

My realizujemy program Prawa i Sprawiedliwości i zachowujemy podział obowiązków między państwem a samorządem. Do państwa należy kwestia bezpieczeństwa ekologicznego, czyli zapewnienia wszystkim dobrej wody, dobrego powietrza oraz trwałości występowania gatunków. Taka jest rola państwa. Rolą samorządu jest kultura współżycia ze środowiskiem. Wracając do pytania. Niech pan sobie wyobrazi, że sadzi pan drzewo na swojej działce, ale gdy już je pan posadzi, potrzebuje pan zezwolenia na jego wycięcie. Wydawanie takich zezwoleń to nie rola polityki rządowej, ale samorządu. Jak mieszkańcy chcą, to niech te kwestie regulują – za pośrednictwem rady gminy. To gminy lepiej wiedzą, jak zarządzać przestrzenią na ich terenie, te sprawy będą lepiej zarządzane z poziomu samorządu.

Niemal każde Pana działanie jest jednak przedstawiane w czarnych barwach…

Nie zgadzam się. Część jest przemilczana (śmiech). Kompletnie zignorowano kwestię porozumienia klimatycznego z Paryża, a jest to wielki sukces Polski. Wróciliśmy do korzeni konwencji klimatycznej, gdyż naszym zdaniem to najlepiej prowadzi do wprowadzenia idei zrównoważonego rozwoju. W porozumieniu jest mowa o redukcji emisji poprzez nowe technologie, ale również o wykorzystaniu dwutlenku węgla jako gazu życia, aby regenerować gleby i lasy. Czyli nie tylko redukcja emisji dwutlenku węgla do atmosfery, ale także pochłanianie go. O tym się nie mówi. Podobny sukces osiągnęliśmy w Unii Europejskiej. Na ten temat zorganizowaliśmy dwie międzynarodowe konferencje, które pokazały, że Polska jest ewidentnym liderem w zakresie gospodarowania pochłanianiem dwutlenku węgla przez lasy dla ich ochrony i tworzenia tam miejsc pracy. Jesteśmy także wysoko oceniani w zakresie obiegu zamkniętego. Nasze wiejskie samorządy terytorialne są w stanie być samowystarczalne energetycznie i utylizować swoje odpady we własnym zakresie. Kolejna sprawa – to, co się wydarzyło w Stambule podczas posiedzenia komitetu UNESCO, gdzie państwa Komitetu Światowego Dziedzictwa podzieliły nasze argumenty w sprawie Puszczy Białowieskiej, też jest naszym sukcesem. O tym się szerzej nie mówi.

Powtarza się za to, że jest Pan zwolennikiem teorii o chemitrials, która zakłada, że smuga kondensacyjna powstająca za lecącym samolotem jest w niektórych wypadkach wytworem mającym utajony cel i może być szkodliwa dla organizmów żywych.

Otrzymywałem jako poseł dużo zapytań na ten temat. Nie znam się na tym, więc skierowałem pytania do ówczesnego ministra środowiska. Odpowiedzi, które otrzymałem, uznaję za uczciwe. I w zasadzie tyle. Moja rola była taka, że zadałem pytania. Odpowiedzi można bez problemu znaleźć w internecie. Ale powiem panu, że takie ataki to nic w porównaniu z tym, co działo się, gdy poprzednim razem byłem ministrem.

Nie pamiętam szczegółów…

Byłem przedstawiany jako najbardziej niedouczony minister, bo miałem 11 doradców. Nikt nie dodawał, że było to pięć etatów, które podzieliłem pomiędzy młode osoby, aby je przygotowywać do misji publicznej i czegoś nauczyć.

Była historia o przenoszeniu obwodnicy Warszawy spod Pana okien…

Projekt obwodnicy zakładał, że jej trasa przebiegała ok. 1800 m w linii prostej od zabudowań mieszkalnych. Tabloidy w sposób sugestywny przedstawiały, że mieszkam tuż przy obwodnicy, co jednak nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości. Trzeba jednak dodać, że była to koncepcja rządu PiS-u, aby obwodnice „wyrzucać” poza miasto. Tak, aby miasto mogło się rozwijać, rozrastać. Tak się buduje wszędzie – w Berlinie, Paryżu, Moskwie. Dlatego lepiej było, aby obwodnica przechodziła w lokalizacji daleko odsuniętej od centrum Warszawy. Z tego, co wiem, to obecnie powrócono do lokalizacji pierwotnie zakładanej. Wpuszcza się więc obwodnicę do miasta stołecznego, co jest swego rodzaju ewenementem na skalę światową. Proszę sobie wyobrazić, że nikt dzisiaj nie mówi, iż przywrócono obwodnicę ministrowi pod jego oknem.

Ostatnio pojawiła się kwestia będących w Pana posiadaniu „kolekcji” sześciu poroży za 13 tys. zł, nieujawnionych w oświadczeniu majątkowym. Powiem szczerze, nie mogę zrozumieć, jak można połączyć je w kolekcję? Zawsze myślałem, że każde zwierzę traktuje się indywidualnie.

To absurd. Nigdy tego nie liczyłem, ale gdyby połączyć w kolekcję pióra, których używałem przez ostatnie 20 lat, to też ich wartość wyniosłaby prawdopodobnie powyżej 10 tys. zł. Mam poroża, które sam preparuję i obsadzam. To dla mnie rzeczywiście duża wartość. W końcu to dzieło ministra. W kolekcję można też połączyć moje garnitury (śmiech). Mam malucha, który ma 24 lata, a kupiłem go chyba w 2014 r. za kilkaset zł. Nie wiem, jaka jest jego wartość, bo ta się stale zmienia. W ubiegłym roku wiozłem tym maluchem mojego przyjaciela do ślubu. Ten samochód jest dla mnie bezcenny, podobnie jak kilkunastoletni citroën C-15, którego posiadam. Proszę zwrócić uwagę. Jestem profesorem, mam na koncie 300 publikacji. Odznaczeń zdecydowanie mniej, no może poza odznaką za zasługi dla Elektrowni Turów. To wyjątkowo cenna rzecz, bo uprawnia mnie do zniżek w ich ośrodkach wypoczynkowych, których elektrownia zdaje się już nie posiada.

To pewnie dlatego chętnie dają zniżki.

W każdym razie w dziedzinie sterowania dynamiką liczebności populacji należę do uznanych osób na świecie. Mam dwa tytuły doktora honoris causa. Jestem laureatem nagrody Nauka dla pokoju, którą zostałem uhonorowany jako drugi Polak, po Janie Pawle II. Mimo że w oświadczeniu majątkowym napisałem, że dobudowałem salę wykładową za wartość tej nagrody, próżno szukać informacji na ten temat w prasie. Proszę również zwrócić uwagę, że w tym Tucznie, o którym głośno z powodu „stodoły”, którą odremontowałem – dziś nazywanych przez niektórych luksusową willą – stworzyłem sale na cele dydaktyczne. Nie przynoszą one dochodów, ale mają dla mnie ogromną wartość. W Tucznie szkolą się młodzi naukowcy. Powstały tam już prace habilitacyjne, doktorskie i dziesiątki magisteriów. Dwie habilitacje są w toku. Tworzy się kilka doktoratów i kolejne prace magisterskie. Tego nie przeliczy się na pieniądze.