Mijaliśmy go wielokrotnie, jak wąskimi uliczkami Starego Miasta, z rękoma splecionymi z tyłu i pochyloną posturą, krążył. Krążył między Pałacem Arcybiskupim na Franciszkańskiej, dalej plantami, Wiślną, obok redakcji „Tygodnika Powszechnego”, na Rynek Główny. Wkoło placu, do Bazyliki Mariackiej. Pozdrawiany przez krakowian, serdecznie im błogosławił.

Czasem zatrzymał się, by wysłuchać trosk wiernych. I tak przez dekady. Przez długie lata słowa: „z naszym papieżem Janem Pawłem, biskupem Franciszkiem oraz całym duchowieństwem”, padały codziennie setki razy w krakowskich świątyniach. Tak długo i często, że do dziś słyszę je z tyłu głowy podczas nabożeństw. Bo oni obaj – św. Jan Paweł II i abp Franciszek Macharski byli dla nas nierozłączni, jak dwie wieże kościoła Mariackiego. Co teraz? Macharski odszedł kilkadziesiąt godzin po tym, jak odwiedził go Ojciec Święty Franciszek. Skromny duchowny był i pozostanie dobrym duchem Kościoła w Krakowie, ale i w Polsce. Wawelski Gród nie będzie taki sam. Nie wiem, czy słabszy, na pewno inny. I choć nie mam wątpliwości, że Obaj serdecznie nam błogosławią, to dziś Rynek Główny jest wyjątkowo pusty i smutny.