1 sierpnia o godz. 17 Warszawa ruszyła do walki. Po latach upokorzeń i niewoli ludzie mogli wreszcie stanąć do bezpośredniego starcia z wrogiem. We wszystkich wspomnieniach przewija się uczucie zachłyśnięcia niesamowitym szczęściem odzyskanej, prawdziwej wolności. 

Niespełna 24 godziny miały zakonspirowane oddziały AK na koncentrację, pobranie broni oraz wyposażenia z tajnych magazynów. O wyznaczonej porze zaledwie połowa żołnierzy – około 20 tysięcy - znalazła się w miejscach zbiórki, zaledwie jeden czy dwóch na dziesięciu było wystarczająco uzbrojonych. Większość musiała zadowolić się butelkami z benzyną, a nawet łomami lub siekierami i liczyć na zdobycie broni na wrogu. Niedostatek uzbrojenia rekompensować musiała gorąca miłość Ojczyzny, brawurowe bohaterstwo i chęć zemsty na znienawidzonym wrogu od pięciu lat okupującym kraj. Atutem powstańców miały być również świetna znajomość miasta i czynnik zaskoczenia. Tego ostatniego warunku nie udało się spełnić: wróg bez trudu dostrzegł niezwykłą aktywność młodych ludzi o charakterystycznym, nieco militarnym, wyglądzie. W wielu miejscach już od wczesnego popołudnia dochodziło do starć grup akowców z patrolami wojskowymi. W efekcie Niemcy zdążyli obsadzić znaczną część punktów obrony.

Skąpo uzbrojeni powstańcy atakujący w pełnym świetle dnia wystawiali się na straszliwie skuteczny ogień broni maszynowej z bunkrów, obwarowanych budynków i umocnionych stanowisk. Jednak furia ataku powstańców była wielka. Na całym obszarze miasta, Niemcy mimo przytłaczającej przewagi w uzbrojeniu, zostali zepchnięci do obrony. W ciągu pierwszych czterech dni walk Polakom udało się opanować ponad połowę Warszawy - Starówkę, Śródmieście, Powiśle, Wolę, Mokotów – oraz przeciąć niezwykle ważne dla Niemców szlaki komunikacyjne ze wschodnim brzegiem.

(…) Bilans Powstania Warszawskiego przedstawia się następująco – Niemcy stracili około 26 tysięcy żołnierzy, Armia Krajowa – 36 tysięcy rannych i zabitych. Ofiarą niemieckich mordów padło od 150 do 200 tysięcy mieszkańców stolicy, która została zniszczona w ponad 60 procentach. Jednak patrzenie na Powstanie przez pryzmat liczb jest błędem. Bowiem jego prawdziwe znaczenie nie tkwi w sferze materii. Któregoś dnia sierpnia powstańcy przestali walczyć o zwycięstwo, a nawet o honorową przegraną. Walka w rzeczywistości toczyła się o przyszłość Narodu, o takie wzmocnienie wolnościowego mitu założycielskiego Polski, by dał on kolejnym pokoleniom siłę przetrwania kolejnej, jeszcze dłuższej okupacji. Czy ktoś oskarża Leonidasa, że poprowadził Spartan na beznadziejną walkę? Zginęli wszyscy, ale dali Grecji bezcenny mit Termopil, mit wolności jako wartości najważniejszej. W historycznej perspektywie „długiego trwania” Powstanie odniosło zwycięstwo. Stało się mitem utrwalającym w Polakach postawę umiłowania wolności jednostki i Narodu, postawę niezgody na niesprawiedliwość i niezłomnego uporu w dążeniu do suwerenności. „.…a kiedy Miasto padnie a ocaleje jeden on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania on będzie Miasto”. 

Cały artykuł prof. Tomasza Panfila w dodatku specjalnym o Powstaniu Warszawskim do tygodnika GP. Ponadto do przeczytania m.in. tekst Tomasza Łysiaka „Pokolenie Dawida’ 44” i Andrzeja Wrońskiego „Przysięga dopełniona”.