Zamachy muzułmańskich terrorystów w Europie sprawiły, że na Zachodzie otrzeźwiała nawet część elit intelektualnych i lewicowo-liberalnych. W lewicowym dzienniku „Le Monde” ukazał się wywiad z filozofem Yves’em Michaudem. Mówi on rzeczy zupełnie oczywiste dla nas, ale wciąż jeszcze nieoczywiste dla dużej części francuskiej i zachodniej opinii publicznej: „Dużo mówi się o islamofobii, ale to manipulacja islamistów i mediów”. Jeśli dziś Donald Trump ma szansę wygrać wybory w USA, to także dlatego, że stał się szermierzem walki ze zmorą politycznej poprawności. Z ową europoprawnością polityczną zrywa również francuski intelektualista, obalając dogmat obowiązujący w Europie Zachodniej, że terroryści nie mają nic wspólnego z imigrantami: „Terroryści wywodzą się z imigrantów, to grupy kolegów dorastających na przedmieściach, gdzie jest przyzwolenie dla terroryzmu”. Niedawno także inny francuski filozof Alain Finkielkraut w wywiadzie dla „Le Figaro” zatytułowanym „Musimy bronić naszej cywilizacji” mówił o „samobójczej ślepocie naszych [francuskich – red.] elit”, ale też o tym, że „ten rok był naznaczony atakami islamistów i szaloną wolą ignorowania tego”.