Jacek Protasiewicz najwyraźniej nadal nie może przeboleć rozstania z Platformą Obywatelską. Choć z partii został oficjalnie wyrzucony za „szkodzenie wizerunkowi i działanie na szkodę PO”, teraz opowiada w mediach, że w rzeczywistości został ukarany „za niemówienie”.

Jak informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl Stanisław Huskowski, Michał Kamiński i Jacek Protasiewicz zostali wykluczeni z PO „szkodzenie wizerunkowi partii i działanie na szkodę Platformy Obywatelskiej” – taką decyzję podjęła Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej.

Jacek Protasiewicz żalił się w mediach, że nie wie z jakiego powodu rzeczywiście został wyrzucony z PO. Stwierdził, że od czasu odsunięcia z kierownictwa partii nie zabierał publicznie głosu w sprawie Platformy.

– Widocznie milczenie oceniane jest jako szkodzenie – mówił przed kilkoma dniami na antenie TVP 1.

Wykluczenie z szeregów partii najwyraźniej nie daje Protasiewiczowi spokoju, bowiem polityk po raz kolejny zastanawiał się nad powodem swojego usunięcia z PO. Po raz kolejny doszedł również do wniosku, że został ukarany za to, że... nic nie mówił.

„Mam wrażenie, słuchając wypowiedzi czy to rzecznika prasowego czy szefa klubu, który również ostatnio się w tej sprawie wypowiadał, że zostałem ukarany za niemówienie. Za to, że nie zabierałem głosu przez pewien czas, ale szkodziłem milcząc, bo – podobno – mentalnie jestem poza Platformą. To sformułowania, że ktoś jest mentalnie podejrzany, to kompromitujące dla współczesnego polityka XXI wieku w demokratycznym kraju. Bo za niewłaściwe myślenie to karano łagrem albo w związku sowieckim – mówił Protasiewicz na antenie TVP Info.