W najbliższych dniach w Krakowie odbędą się Światowe Dni Młodzieży, na które przyjedzie ponad 2 mln pielgrzymów. To największa impreza w Polsce od lat, wymagająca olbrzymiego wysiłku ze strony władz wojewódzkich oraz służb podległych rządowi.

Kiedy jesienią ubiegłego roku nowy wojewoda małopolski Józef Pilch objął urzędowanie okazało się, że nie ma żadnych dokumentów na temat przygotowań do ŚDM. Oświadczył ze zdumieniem: „Zastałem puste szuflady”. Warto przypomnieć, że poprzednim wojewodą był Jerzy Miller i zapewne to wyjaśnia wszystko. Jednak wierzyć się nie chce, ale rząd Ewy Kopacz przyjazd milionów ludzi do Krakowa potraktował jako imprezę kościelną o regionalnym zasięgu. Kiedy prezydent Krakowa zwrócił się do premier Kopacz i Ministerstwa Finansów o pomoc finansową, otrzymał odpowiedź, że rząd nie może pomóc, i problem zrzucił na wojewodę, czyli na Millera, i koło się zamknęło. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby ci ludzie dalej rządzili, bo po zamachu w Paryżu dalej bajdurzyli coś o lokalnej imprezie. Co by zrobili teraz, po zamachach w Brukseli czy Nicei i jak zapewniliby bezpieczeństwo uczestnikom ŚDM? Myślę, że nic by nie zrobili!