Od wyborów samorządowych minęło ponad półtora roku, a prokuratury wciąż wysyłają do sądów akty oskarżenia związane z oszustwami, do których doszło podczas głosowań. Niektórzy stosowali dość prymitywne przekręty.

Po ogłoszeniu wyników głosowań, do których doszło w listopadzie 2014 r., czyli dwóch tur wyborów samorządowych, nie brakowało zdziwienia, a nawet oburzenia. Prokuratorzy mieli sporo pracy, wyjaśniając oszustwa pojedynczych osób. To pozornie błahe sprawy, ale ukazujące stosowane mechanizmy.

Gmina Wijewo (Wielkopolska). Faworytem w drugiej turze wyborów na wójta był Ireneusz Z., który funkcję sprawował od lat. Zwyciężył, ale minimalną różnicą – zaledwie 14 głosów. Wtedy konkurent Mieczysław Drożdżyński zaskarżył wyniki, twierdząc, że do spisów wyborców dopisano kilkadziesiąt osób, które nie są mieszkańcami gminy, a jedynie zostały zameldowane w ostatniej chwili. Nieprawidłowości musiały być poważne, bo sąd unieważnił wyniki, a Ireneusz Z. utracił mandat. Do akcji wkroczyła również Prokuratora Rejonowa w Lesznie. Wielu osobom postawiono zarzuty. Była to niecodzienna sprawa.

– Podobnej dziś nie mamy – przyznaje „Codziennej” Przemysław Grześkowiak, wiceszef leszczyńskiej prokuratury.

Mechanizm działania był prymitywny. Gmina Wijewo to niewielki okręg wyborczy, a ponieważ poparcie dla dwóch kandydatów było na zbliżonym poziomie, to w drugiej turze liczył się każdy głos. Dlatego grupka osób sympatyzująca z wójtem, przede wszystkim jego krewni, nagle została „mieszkańcami” gminy, a w konsekwencji dopisano ich do spisu wyborców. Byłego wójta i 19 jego pomagierów czeka teraz proces – na początku lipca br. do sądu trafił akt oskarżenia.

Wyroku może się spodziewać również Romuald W., który kandydował w wyborach uzupełniających do Rady Miasta w Pile. Wygrał zaledwie 11 głosami i otrzymał mandat, ale wyszło na jaw, że w spisie wyborców znalazło się kilkanaście osób, które złożyły fałszywe oświadczenie o miejscu zamieszkania i tylko dzięki temu mogły zagłosować. Co ciekawe, identycznie zachował się również... Romuald W.! Szefowa pilskiej prokuratury przyznała lokalnym mediom, że w skandal zamieszanych było 18 osób głosujących w okręgu nr 8, choć nie miały do tego uprawnień.

Romuald W. zrezygnował z mandatu radnego tego samego dnia, gdy prokuratura skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia. Zapewniał jednak, że zrobił to z powodu problemów zdrowotnych.