Pierwsza w historii wygrana w klasyfikacji medalowej, 12 krążków, w tym sześć złotych – polska lekkoatletyka udowadnia po raz kolejny, że z roku na rok ma się coraz lepiej. Jeszcze trochę i pobite zostaną wszystkie dawne rekordy legendarnego Wunderteamu z lat 50. i 60. Na 23 dni przed igrzyskami w Rio de Janeiro stan polskiej lekkoatletyki wygląda następująco – mamy czwórkę pewniaków do złota i kilkunastu kolejnych sportowców, którzy na medale mają bardzo duże szanse.

Kiedy dzień przed mistrzostwami Europy w Amsterdamie Marcin Lewandowski prowokował piłkarskich kibiców wpisem: „Ciekawe, czy ktoś w Polsce z tego powodu ma flagę na aucie? A może ktoś wziął wolne w pracy, żeby zobaczyć lekkoatletów w akcji?”, można powiedzieć, że licytował w ciemno. Gdyby on i jego koledzy w Amsterdamie spisali się słabo, to na pewno mógłby spodziewać się w sieci dużej dawki „szydery”. Po trzech dniach zmagań okazało się jednak, że wszyscy fani piłki nożnej powinni z szacunkiem pochylić nisko głowy i pogratulować lekkoatletom fantastycznego sukcesu.

Na tym samym stadionie, na którym w 1928 r. Halina Konopacka w rzucie dyskiem zdobyła pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski, jej następcy zdobyli aż 12 krążków. Złote medale od piątku do niedzieli zdobywali kolejno – Anita Włodarczyk w rzucie młotem, Robert Sobera w skoku o tyczce, Piotr Małachowski w rzucie dyskiem, Angelika Cichocka w biegu na 1500 m, Paweł Fajdek w rzucie młotem i Adam Kszczot w biegu na 800 m. Srebrne medale dołożyli do tego – Adam Hoffmann w trójskoku, Joanna Linkiewicz w biegu na 400 m przez płotki, Michał Haratyk w pchnięciu kulą, Marcin Lewandowski w biegu na 800 m i sztafeta męska 4x400 m w składzie: Łukasz Krawczuk, Kacper Kozłowski, Jakub Krzewina i Rafał Omelko. I jeszcze jeden brązowy medal zdobył w rzucie młotem Wojciech Nowicki. Tak długa wyliczanka medalowa zdarza się polskim lekkoatletom dopiero trzeci raz w historii. Więcej krążków zdobyliśmy tylko w 1958 r. w Sztokholmie (osiem złotych, dwa srebrne i dwa brązowe) i w 1966 r. w Budapeszcie (siedem złotych, pięć srebrnych i trzy brązowe). Od 50 lat Polska nie zanotowała podobnego startu w mistrzostwach kontynentu! Ostatniego dnia imprezy rywale przecierali oczy ze zdziwienia, bo Biało-Czerwoni wywalczyli aż osiem medali, w tym trzy złote!

Po gratulacjach złożonych osobiście przez premier Beatę Szydło i ministra sportu Witolda Bańkę przyszedł czas na podsumowania. Możemy uznać, że czwórka naszych lekkoatletów – Włodarczyk, Fajdek, Małachowski i Kszczot do Rio poleci po złote krążki. Pozostali medaliści mistrzostw Europy, a także w większości nieobecni w Amsterdamie – Kamila Lićwinko w skoku wzwyż, Robert Urbanek w rzucie dyskiem, Tomasz Majewski i Konrad Bukowiecki w pchnięciu kulą, a także tyczkarze Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek, w Rio de Janeiro także włączą się do walki o medale. Jeszcze niedawno marzyliśmy o przekroczeniu magicznej w ostatnich trzech igrzyskach liczby dziesięciu medali, a tu okazuje się nagle, że taki dorobek możemy mieć w samej lekkoatletyce!

Doszło do tego, że zagraniczni zawodnicy zazdroszczą Polakom warunków, w jakich mogą trenować i przygotowywać się do najważniejszych zawodów (mówili o tym w Amsterdamie np. członkowie ekipy Danii). Duża w tym zasługa takich firm, jak PKN ORLEN, który wziął na swoje barki sponsorowanie najlepszych polskich zawodników.

Szef szkolenia PZLA Henryk Olszewski podkreślił, że medale zdobyte przez lekkoatletów w mistrzostwach Europy pokazują siłę drużyny, natomiast punktowane miejsca młodych zawodników dają też nadzieję na przyszłość.

– Przystanek w drodze do Rio de Janeiro zaliczony i jedziemy dalej. Zadanie wykonane, na laurach nie spoczywam, wracam do kraju i biorę się dalej do roboty

– powiedział po przylocie Paweł Fajdek, który znokautował rywali, rzucając młotem na odległość 80, 93 m.  

Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".