Składając wniosek o odwołanie ministra Antoniego Macierewicza, PO wpisała się w tradycję największych pieniaczy w historii Polski. Tuż przed szczytem NATO odegrała żałosny spektakl, po którym już chyba nikt nie może traktować jej poważnie.

Do tej pory wotum nieufności traktowano jako bardzo ważny instrument (by przypomnieć chociażby wystąpienie obecnego ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, który sześć godzin uzasadniał, dlaczego stanowisko powinien utracić Marek Sawicki z PSL‑u). Tymczasem co usłyszeliśmy we wtorek w Sejmie? Ano Stefan Niesiołowski, który przez lata akceptował fakt, że ministrem w jego partii był Michał Boni zarejestrowany jako TW „Znak”, jest zdania, iż minister obrony powinien ustąpić, bo przed laty znał się z szerzej nieznanym agentem. Argumentacja tak skrajnie głupia, że trzeba nie mieć wstydu, by firmować to swoją twarzą. Ważniejsza jednak jest inna rzecz. PO udowodniła, że traktuje swoich wyborców jak stado baranów, dla których nie trzeba się starać, bo strach przed Macierewiczem mają zakorzeniony jak owe barany jedzenie trawy. Przykre, ale przynajmniej daje to pewność, że jeśli politycy PO będą robili tak dalej, to skazują się na zagładę.