– Za trenera Kazimierza Górskiego mówiło się, że gra się tak jak przeciwnik pozwala, a Szwajcarzy zagrali tak, jak sędzia pozwalał. Gdy nasz zawodnik był skopany przynajmniej dziesięć razy po chamsku – to sędzia nie sięgał po kartki. Co dziwne, ten sędzia z Anglii prowadził finał Ligii Mistrzów, więc powinien wiedzieć, że bardzo dobrym piłkarzom nie łamie się nóg, bo po prostu skarbem są najlepsi piłkarze – mówi portalowi Niezalezna.pl Paweł Zarzeczny, dziennikarz sportowy. 

Do nieprzyjemnego incydentu doszło po zakończeniu meczu Polska-Szwajcaria. Gdy po rozstrzygającej serii rzutów karnych polscy piłkarze podbiegli pod trybuny zajmowane przez sporą grupę szwajcarskich kibiców i cieszyli się z awansu. W ich stronę poleciały butelki, a fetujących zwycięstwo Polaków zaatakowali szwajcarscy piłkarze.

Reprezentacja Szwajcarii to była parodia. Tam były tylko trzech Szwajcarów, a reszta to można powiedzieć „przybłędy” i nie mówię tego złośliwie. Kiedyś to tam trzeba było mieszkać dwanaście lat, aby mieć obywatelstwo i potwierdzić, że się tam żyło. Oni więc to sami popsuli. Przecież mają naprawdę znakomitych sportowców. Skoczek narciarski ze Szwajcarii Simon Amman zabrał Małyszowi kilka złotych medali olimpijskich. Jest góralem, który żyje bez telewizora, pije krowie mleko i je ementaler. Inny znakomity sportowiec to tenisista Roger Federer. A ta gromadka, która grała z Polakami? To była beznadziejna zbieranina. Mógł imponować  Shaqiri, który strzelił piękną bramkę, ale szacunek do niego straciłem, jak powiedział, że Polacy nie powinni się cieszyć ze zwycięstwa w miejscu, gdzie siedzieli Szwajcarzy. A skąd on to wie, jak jest Albańczykiem? To było naprawdę żenujące. On poucza, gdzie można się cieszyć po wygranym meczu? My możemy się cieszyć tam, gdzie chcemy. I kropka

– mówi portalowi Niezalezna.pl Zaczeczny.

A brutalne faulowanie Lewandowskiego?

Za trenera Kazimierza Górskiego mówiło się, że gra się tak jak przeciwnik pozwala, a Szwajcarzy zagrali tak, jak sędzia pozwalał. Gdy nasz zawodnik był skopany przynajmniej dziesięć razy po chamsku - to sędzia nie sięgał po kartki. Co dziwne, ten sędzia z Anglii prowadził finał Ligii Mistrzów, więc powinien wiedzieć, że bardzo dobrym piłkarzom nie łamie się nóg, bo po prostu skarbem są najlepsi piłkarze. Nie róbmy więc Ligii Brutali

– uważa Zarzeczny 

A jak dziennikarz ocenia szanse Polaków w meczu z Portugalią?

Piłka nożna jest grą najbardziej przypadkową. Teraz to mamy szansę jedną – wygrać i się nie dręczyć

– podsumowuje Paweł Zarzeczny.