Zdaniem ekspertów, decyzja obywateli Wielkiej Brytanii o wyjściu z Unii Europejskiej odbije się zarówno na sytuacji w samym Zjednoczonym Królestwie, jak i w całej Europie. Na Brexicie najwięcej skorzystać może Rosja, dla której rozbita i podzielona Europa jest jednym z nadrzędnych celów.

Aleksander Fuksiewicz (Instytut Spraw Publicznych):
UE traci ogromny potencjał militarny i gospodarczy. Na Brexicie zyskuje jedynie Rosja, uznawana za największego wygranego decyzji Brytyjczyków. Od wielu lat Kreml gra na podział Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o Polskę, to tracimy ważnego sojusznika w Brukseli. Wielka Brytania wraz ze Szwecją wspierała wschodnią politykę UE. Bez Londynu punkt ciężkości Europy przesunie się na Zachód i Południe. Więcej będą miały do powiedzenia takie kraje, jak Włochy, Hiszpania i Francja. Paradoksalnie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może przyspieszyć integrację tzw. starej Unii i strefy euro, pozostawiając Polskę w tyle. Na Brexicie zaważył duch brytyjskiej odrębności i bardzo emocjonalna kampania, prowadzona przez eurosceptyków. Wyjście Wielkiej Brytanii może być końcem Zjednoczonego Królestwa. Szkocja, w której ponad 60 proc. głosujących chciało pozostać w UE, może dążyć do ponownego referendum niepodległościowego.
 
Dr hab. Piotr Wawrzyk (Instytut Europeistyki UW):
W zaistniałej sytuacji Polska będzie musiała przejąć schedę po Brytyjczykach i kierować grupą reformistów. Oprócz premiera Davida Camerona, do dymisji powinna podać się cała Komisja Europejska jako współwinowajca Brexitu. Tacy przywódcy jak szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker czy przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk oraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz są głusi na próby dokonania reformy UE, dlatego decyzja Brytyjczyków może być początkiem daleko idących zmian. Tym bardziej że w Europie do głosu dochodzą eurosceptycy. Do nich należy m.in. szef holenderskiej Partii Wolności Geert Wilders, który kilka godzin po ogłoszeniu wyników w sprawie Brexitu wezwał do rozpisania w Holandii referendum za wyjściem z UE. W tej sytuacji jedynym zwycięzcą jest Władimir Putin, który wykorzysta osłabienie UE do kontynuowania neoimperialnej polityki.
 
Mikołaj Barczentewicz (prawnik, Uniwersytet Oksfordzki):
Wielka Brytania nie wyszła dziś z Unii Europejskiej i nie jest pewne, że do Brexitu dojdzie – a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Czwartkowe referendum nie ma mocy prawnej, ani w brytyjskim prawie konstytucyjnym, ani w prawie UE. Kolejny krok zależy bezpośrednio od rządzącej Partii Konserwatywnej, która do tej pory była podzielona w sprawie Brexitu. Jednostronne i niezwłoczne wyjście z UE jest mało prawdopodobne. Bardziej możliwe jest, że przez kilka lat niewiele się zmieni w prawnej relacji Wielkiej Brytanii i UE. Czynnikiem komplikującym sytuację jest możliwość niepodległości Szkocji oraz unifikacji Irlandii, czego na pewno politycy w Londynie będą chcieli uniknąć.
 
Prof. Tomasz Grzegorz Grosse (ekspert ds. polityki w Europie):
Brexit daje środowiskom eurosceptycznym wsparcie i impet do tego, aby domagać się renegocjowania warunków pozostania w Unii Europejskiej albo wyjścia z niej. Od tego, jak zachowa się unijny establishment, będzie zależało, czy UE przetrwa. Jeśli zdecyduje się on na reformy, wytrącając argumenty antyunijnych polityków UE, może wyjść silniejszy z całej tej sytuacji. Na obecnym Brexicie korzysta również Rosja, będąca w sporze z Unią Europejską. Odejście z UE Wielkiej Brytanii, która obok państw bałtyckich, Rumunii, krajów skandynawskich i Polski była najbardziej krytyczna wobec władz Kremla, może zmienić stosunek Brukseli do Rosji. Kremlowi nie jest jednak na rękę rozpad UE. Długofalowo Rosji zależy na ułożeniu poprawnych stosunków z UE. Działania nieprzyjazne wobec Brukseli, takie jak m.in. wspieranie partii eurosceptycznych, mogą ulec osłabieniu w sytuacji, gdy Kreml poprawi stosunki z UE.