– Od ludzi ze środowiska akademickiego oczekiwałoby się jednak jakiejś równowagi psychicznej i równowagi intelektualnej – mówi portalowi Niezalezna.pl prof. Ryszard Legutko, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

Portal Niezalezna.pl ujawnił dziś, w jaki sposób dr hab. Adam Roman z Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadził egzamin ze statystyki. „Z danych historycznych wiadomo, że co dwudziesty e-mail przychodzący na serwer KODu to mail z wirusem od PiS-u (tzw. pisowirus)...” – brzmiał fragment jednego zadań. Tutaj więcej na ten temat: Propaganda na UJ: Zamiast egzaminu ze statystyki antypisowska agitka.

Jest to zdumiewające. Pokazuje, że w środowisku akademickim – w dużej jego części – jest obsesja, rodzaj niebezpiecznego dla umysłu natręctwa. Jak w tym bardzo starym dowcipie o żołnierzu – im się wszystko z jednym kojarzy. Wykładowca nie może nawet przeprowadzić egzaminu ze statystyki, bo cały czas chodzą mu po głowie: PiS, Kaczyński, KOD, Trybunał Konstytucyjny…

– komentuje zachowanie wykładowcy prof. Ryszard Legutko.

To jest bardzo smutne, bo pokazuje, że jednak takie podstawowe funkcje umysłowe zostały wyłączone, i że polityzacja, czy nawet partyjniactwo, opanowało ogromną część tych ludzi. Nie jest to przecież odosobniony przypadek, choć ten jest krańcowy. Oni po prostu muszą do tego wracać – piszą, opowiadają sobie nawzajem dowcipy, oburzają się, dostają wzmożenia i tak dalej, i tak dalej… Z jednej strony jest to groteskowe, a z drugiej żałosne. Od ludzi ze środowiska akademickiego oczekiwałoby się jednak jakiejś równowagi psychicznej i równowagi intelektualnej. Wyobraźmy sobie tego wykładowcę, który zacznie pełnić jakąś funkcję publiczną. Ktoś z takim syndromem natręctwa, maniakalności będzie temu  podporządkowywał całe swoje działanie. Ja nie wiem, jak się będzie zachowywał taki człowiek, jeśli na przykład dowie się, że egzamin zdaje dziecko jakiegoś działacza Prawa i Sprawiedliwości. Nie mam gwarancji, że ktoś o takim stanie umysłu będzie postępował bezstronnie

– podkreśla europarlamentarzysta.

Jego zdaniem, przełożeni Adama Romana powinni zareagować na jego postępowanie, choć jednocześnie wątpi, aby odniosło to jakiś skutek.

Myślę, że przełożeni powinni odbyć z nim rozmowę i powiedzieć, że pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego – przede wszystkim pracownicy samodzielni – nie mogą angażować się w tego rodzaju manifestacje polityczne. Zwłaszcza tak niesmaczne, bo to nie sprzyja dobremu wizerunkowi i jest w niezgodzie z pryncypiami akademickimi. Cóż więcej można zrobić? Można zaapelować do rozumu, tylko problem jest taki, że ten rozum – jak widać – jest mocno rozchwiany, więc pewnie i apelowanie do rozumu niewiele pomoże

– uważa wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Przytacza też rozmowę z innym profesorem, która dobrze oddaje nastroje panujące w części środowiska akademickiego.

Pamiętam rozmowę z jednym z profesorów Uniwersytetu Warszawskiego. Mówił, że się budzi po nocach zlany potem, bo sobie wyobraża jakieś straszne rzeczy rząd pisowski będzie robił. Jeżeli z kimś takim się rozmawia, i apeluje się do jego rozumu, to ma się małe szanse, że to będzie skuteczne, ale coś przecież trzeba robić. Środowisko akademickie powinno zareagować na takie zachowanie choćby wywieraniem presji, bo to jest bardzo dla tego środowiska złe

– zaznacza na zakończenie profesor Legutko.