Ministrowie obrony państw NATO postanowili o utrzymaniu swojej obecności w Afganistanie jeszcze przez cztery lata. Kraje sojuszu ponadto zachowają na obecnym poziomie infrastrukturę wojskową w Afganistanie, aby w każdej chwili móc zwiększyć swoje siły, jeśli zajdzie taka potrzeba. Decyzja ta jest podyktowana troską o rząd w Kabulu, który prowadzi  walkę z talibami - podaje agencja prasowa Reuters.

Najprawdopodobniej Stany Zjednoczone przełożą datę wycofania swoich wojsk z Afganistanu. Mimo iż prezydent Obama obiecał przed końcem swojej prezydentury zmniejszenie kontyngentu żołnierzy amerykańskich z 9,800 to 5,500. W ostatnich tygodniach jednak, można było coraz częściej usłyszeć głosy mówiące o utrzymaniu liczby amerykańskich sił na stałym poziomie. Podczas środowego spotkania ministrów obrony NATO poinformował o tych planach również szef Departamentu Obrony USA Ashton Carter. Co więcej w ubiegłym tygodniu prezydent Stanów Zjednoczonych zwiększył uprawnienia doradców wojskowych przebywających w Afganistanie. Mogą oni teraz towarzyszyć oddziałom afgańskim na polu bitwy oraz zwalczać talibów za pomocą wsparcia lotniczego. Aby wzmocnić aparat bezpieczeństwa NATO zamierza przeznaczyć dodatkowo 5 miliardów dolarów na ten cel. - Wycofanie się Sojuszu z Afganistanu i pozostawienie bez wsparcia prezydenta Aszrafa Ghaniego oznaczałoby upadek państwa, jeszcze większą destabilizację regionu i kolejną falę uchodźców, która nadciągnęłaby do Europy - ostrzegał minister obrony Wielkiej Brytanii Michael Fallon. W 2014 zakończyła się misja ISAF (International Security Assistance Force) w Afganistanie. Została zastąpiona szkoleniowo-doradczej misji Resolute Support, w której Polacy też są zaangażowani. Stany Zjednoczone ponadto na terenie Afganistanu prowadzą działania antyterrorystyczne.