To jedna z najbardziej bezczelnych manipulacji mediów w ostatnim czasie. Oto pojawił się w nich news, że Antoni Macierewicz kazał, by podczas apelu pamięci w rocznicę Czerwca 1956 r. oprócz nazwisk zabitych wówczas wymienić także tych, którzy zginęli w Smoleńsku.

Tak na siłę, ni przypiął, ni przyłatał. Rzecz w tym, że to brednia wymyślona przez media. Otóż w owym apelu, nie napisanym ad hoc z okazji rocznicy Czerwca, ale obowiązującym w wojskowym ceremoniale od lat, w całym kraju, wymienia się tych, którzy walczyli o Polskę w różnych pokoleniach – np. konfederatów barskich, powstańców, Strzelców i Drużyniaków, Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa itp. (a więc nie tylko poległych, ale i zasłużonych). Pod koniec padają zaś słowa, pod którymi może się podpisać każdy, niezależnie od tego, co sądzi o przyczynach katastrofy smoleńskiej: „Wołam wszystkich, którzy w tragiczny poranek 10 kwietnia 2010 r. zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, w drodze na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej. Wiernie pracowaliście dla Polski i zginęliście, wypełniając patriotyczny obowiązek. Pamięć o waszej służbie dla Ojczyzny i tragicznej śmierci pozostanie na zawsze w sercach rodaków!”. Tyle wspólnego z prawdą mają medialne wrzutki.