W historii Polski po 1989 roku nie było jeszcze tak słabej, skłóconej i nie mającej żadnego poważnego pomysłu na przeciwstawienie się obozowi rządzącemu opozycji, jak obecna.

Wydawać by się mogło, że objęcie władzy w Platformie Obywatelskiej przez uchodzącego za mocnego człowieka Grzegorza Schetynę i powstanie nowej siły obywatelskiej w postaci Komitetu Obrony Demokracji przysporzy wielu kłopotów Zjednoczonej Prawicy. Tymczasem poparcie dla niej rośnie i wynosi już tyle, ile mają wszystkie ugrupowania opozycyjne razem wzięte.

PO zajęła się wewnętrznymi sporami, które trudno zamieść pod dywan, Polskie Stronnictwo Ludowe i Sojusz Lewicy Demokratycznej przestały dawać jakiekolwiek oznaki życia poza coraz rzadszymi występami medialnymi ich liderów, Nowoczesną kompromituje kolejnymi wpadkami Ryszard Petru, Paweł Kukiz gra na dwa fronty, Janusz Korwin-Mikke ma stały elektorat poniżej progu wyborczego, a narodowcy są ciągle na marginesie wielkiej polityki.

Także tradycyjnie sprzyjające przeciwnikom Prawa i Sprawiedliwości media tracą rezon, zajmując się głównie przyczynkarstwem, nie wiedzą bowiem jeszcze, kogo poprzeć jako potencjalnie najgroźniejszego wroga Jarosława Kaczyńskiego.

Prezydent RP i rząd są w luksusowej sytuacji. Nie wiadomo jak długo ona potrwa, ale trzeba ją wykorzystać dla dobra Polski, co oznacza także systematyczne pozbawianie opozycji nadziei na sukcesy w kolejnych wyborach.