„Tristan i Izolda” Ryszarda Wagnera to prawdziwa perła na afiszach operowych scen, kochająca rozmach i przepych scenografii oraz inscenizacji. Jednak wielu melomanów ceni sobie koncertowe wystawienia tego dzieła. Skupienie na muzycznych niuansach, nowatorskim spojrzeniu na harmonię i orkiestrację, które zawarł tutaj Mistrz z Bayreuth, stawiają ponad wszelkie efekty wizualne. I przyznam, często mają rację. Jacek Kaspszyk, szef Filharmonii Narodowej poszedł właśnie tym śladem. 

Wagnerowski „Tristan i Izolda”, czyli jeden z koronnych, trzyaktowych dramatów muzycznych tego kompozytora, to odwołanie do celtyckiej XII-wiecznej legendy związanej z tzw. cyklem arturiańskim. Nic dziwnego, że sporo tutaj odniesień do Króla Artura i rycerzy Okrągłego Stołu. Fakty mieszają się z literacką fikcją, chrześcijańskie odwołania z okultyzmem a wszystko w typowym celtyckim sosie wierzeń i zabobonów. Kanwą jest niespełniona miłość rycerza Tristana do irlandzkiej księżniczki Izoldy a przeniesienie ich miłosnych uniesień odnajdujemy w przepięknych frazach, w których wielu upatruje szczytu artystycznego kunsztu Wagnera. Warto wiedzieć, że to właśnie we wstępie-preludium (vorspiel) do tego arcydzieła pojawia się tzw. akord tristanowski wielodźwięk w którym wielu upatruje początek powolnego odchodzenia w zapomnienie systemu tonalnego opartego na skalach dur i moll. Nic więc dziwnego, że całe dzieło uznawane jest za przełomowe. Z jednej strony pełne tajemnic ale również eteryczne, przesycone romantycznym duchem uniesień, wzlotów i upadków. I to właśnie owa wieloznaczność tak genialnie ujęta przez Wagnera w harmonii, staje się tutaj kluczem do odczytania geniuszu dzieła. Nie da się bowiem odczytać tej harmonii w sposób jednoznaczny co wprowadza w nas podświadomie niepokój. I pomyśleć, że wszystko przez jeden akord, który wyznacza pewien kres systemu dur-moll, a jego niedookreślenie otwiera bramy do innych rozwiązań na polu harmonii.
Sam Wagner tworząc operę (ukończył ją w 1859 roku) odwołał się do tej legendy w tzw. wersji Gotfryda z Strasburga. Tradycyjnie oparł się na wielkim aparacie wykonawczy, a sama opera już na starcie wzbudziła wiele kontrowersji stając się jednym z najważniejszych dzieł w całej historii muzyki. Po prawykonaniu w 1865 roku utwór stał się przedmiotem licznych kontrowersji i polemik – jednych zachwycił, innych przytłoczył bogactwem i nowatorstwem języka muzycznego, a także niezrównaną temperaturą uczuć wyrażonych w muzyce. Nas jak wspomniałem czeka koncertowe wykonanie tego dzieła i już zostało ono uznane za jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych ostatnich lat, natomiast a znakomici soliści, na czele z Michaelem Weiniusem (Tristan) i Jennifer Wilson (Izolda) zdają się być gwarantami wysokiego poziomu interpretacji (są gwiazdami w gronie tzw. głosów wagnerowskich) a tym samym stanowią gwarancję prawdziwej muzycznej uczty.

Całe dzieło zostało podzielone na dwie części: I akt usłyszymy w piątek o godz. 19:30, drugi zaś w sobotę o godz. 18.

Oba koncerty poprzedzą wykłady odnoszące się do dzieła (zawsze godzinę wcześniej), poprowadzi je Szymon Paczkowski – muzykolog i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. Pikanterii wykonaniu dodaje fakt, że obok znakomitej stołecznej orkiestry usłyszymy połączone chóry Filharmoników i Narodowego Forum Muzyki a koncertowe wystawienie zbiega się z premierą w Teatrze Wielkim Opery Narodowej (koprodukcja m.in. z Nowojorską Metropolitan Opera). Porównania nieuniknione.