Zatargi w Nowoczesnej na Dolnym Śląsku trwają w najlepsze. Po poniedziałkowej sesji zarządu regionu Edyta Bochenek zrezygnowała z funkcji sekretarza. Mówi się, że decyzja została podjęta w atmosferze szantażu. Albo odejdzie sama, albo stanie przed sądem partyjnym.

Niedawno z wrocławskich struktur Nowoczesnej odeszło 25 członków. Poszło o to, że władze partii bez pytania lokalnych działaczy o zdanie postanowiły dogadać się z władzami miasta i utworzyć nową koalicję w mieście. W konsekwencji działacze Nowoczesnej porzucili Ryszarda Petru i zasilili skład Platformy Obywatelskiej.

W partii Ryszarda Petru kotłuje się od ponad roku. Zaczęło się już podczas układania list wyborczych do wyborów parlamentarnych. Działacze krytykowali ręczne sterowanie kolejnością osób znajdujących się na liście. Były nawet prawybory, lecz decyzję o miejscach i tak podjęto w centrali w Warszawie.

Jeden z członków zarządu Nowoczesnej ujawnił działania partii. "Jest mi wstyd przed Państwem i samym sobą. (…) Miała być nowa jakość, wyszło jak zwykle" - napisał i zrezygnował.
 
Sytuację w regionie usiłował uspokoić Ryszard Petru, który wybrał się na Dolny Śląsk w ubiegłym tygodniu. 

Część usłyszała, że jeśli nie podobają im się decyzje podejmowane przez władze partii, to powinni ja po prostu opuścić

– mówił dla wyborcza.pl jeden z członków partii.

Szef .N w regionie - Tadeusz Grabarek zaprzecza tym doniesieniom. Uważa, że atmosfera jest tam bardzo dobra.

Trzej inni rozmówcy gazety potwierdzają jednak wersję, jaką przedstawia Bochenek, mówiącą o tym, że odejdzie sama, lub stanie przed sądem partyjnym.