Anna Siedlecka-Van Rumst boi się, że jej dzieci zostaną jej odebrane i wywiezione do Belgii. Były mąż gotów jest bowiem na wszystko. Podejmuje nie tylko kroki zgodne z prawem. Na początku kwietnia br. próbował z pomocą krewnych uprowadzić maluchy. Siłą, w biały dzień. – To przerażające, że odpowiednie instytucje nie chronią skutecznie polskich obywateli przed działaniami cudzoziemców – nie ukrywa irytacji poseł Tadeusz Dziuba, który mocno zaangażował się w pomoc pani Annie.


Historia mieszkanki Poznania jest dramatyczna. Niestety, w ostatnich latach podobnych nie brakowało. Dziesiątki Polek walczą z byłymi mężami lub partnerami o prawo do rodzicielskiej opieki. Teoretycznie powinny w tym pomagać zapisy „Konwencji haskiej dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka”. W praktyce mogą one być również wykorzystywane w złych intencjach. Poza tym reakcja urzędników jest nieprzychylna.

– Prosiłam o pomoc konsulat w Brukseli. Usłyszałam: „Wyszła pani za Belga, ma pani pecha” – opowiadała trzy dni temu posłom z sejmowej komisji łączności z polakami za granicą kobieta, która błaga o wsparcie.


Ucieczka
Anna Siedlecka-Van Rumst wyszła za mąż za obywatela Belgii. Zamieszkali w jego ojczyźnie, zostali rodzicami dwójki dzieci, 7-letniego dziś Jana i młodszej o rok Natalii. Niestety, małżeństwo się rozpadło. Kobieta twierdzi, że padła ofiarą przemocy, także fizycznej, była zastraszana i nękana. Przez pewien czas znosiła to w milczeniu, ale w końcu podjęła decyzję o ucieczce do Polski. Oczywiście razem z dziećmi. W lipcu 2015 r. wróciła do rodzinnego Poznania. Od razu też zaczęła szukać pomocy wymiaru sprawiedliwości. W sądzie złożyła wniosek o pozbawienie męża Belga praw rodzicielskich, a w prokuraturze domagała się ścigania za znęcanie. To drugie postępowanie zakończyło się umorzeniem.

– Opisane zdarzenia nie nosiły znamion czynu zabronionego – informuje „Codzienną” prokurator Mateusz Pakulski, szef Prokuratury Rejonowej Poznań-Stare Miasto. Postanowienie nie jest prawomocne, już wpłynęło zaskarżenie.


Przede wszystkim jednak trwa sądowa batalia. W sierpniu ub.r. sąd rodzinny wydał postanowienie o zabezpieczeniu, ustalając miejsce pobytu dzieci przy matce i zakazując im opuszczania kraju. Belg także nie pozostał bierny. W tym samym miesiącu, korzystając z przepisów konwencji haskiej, zażądał, aby córka z synem wrócili do jego ojczyzny. Zarzucił bowiem byłej żonie, że uprowadziła dzieci.

Stosowny wniosek wysłał do polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, a resort przekazał dokument do sądu rodzinnego w Poznaniu. Anna Siedlecka-Van Rumst i poseł Dziuba podkreślają jednak, że dokument został sporządzony w sposób wadliwy (brak w nim podstawowych informacji). Poza tym wszczęta procedura skomplikowała sytuację pani Anny i jej dzieci. Co gorsza, w październiku sąd rodzinny zdjął wcześniejsze zabezpieczenie.

„Uważam, że dotychczasowe działania polskiego wymiaru sprawiedliwości ośmieliły obcokrajowca do zorganizowania w Polsce napadu na samotną matkę z dziećmi” – stwierdził w jednym z pism oburzony poseł Dziuba.


Próba porwania
Dramatyczne sceny rozegrały się środę 6 kwietnia br. Tego dnia Belg przyjechał do Poznania razem ze swoim ojcem i dwoma rodakami. Po południu pojawili się na osiedlu Piątkowo, przed domem rodziców pani Anny. Gdy kobieta wyszła na spacer z dziećmi, została zaatakowana. Siłą wyrwano maluchy z jej objęć, wsadzono do samochodu i próbowano uciec. Zdesperowana matka nie pozwoliła na to. Razem ze swoim ojcem uniemożliwiła ucieczkę kidnaperom. Na szczęście, wezwani policjanci pojawili się błyskawicznie, zatrzymali całą czwórkę.

– I to jest jedyna sytuacja, gdy mogę pochwalić instytucję odpowiedzialną za bezpieczeństwo Polaków. Policjanci zareagowali błyskawicznie i stanowczo – podkreśla w rozmowie z „Codzienną” poseł Dziuba. Śledztwo w tej sprawie trwa. Czterem mężczyznom postawiono szereg zarzutów, ale już wrócili do Belgii. Jak nam powiedział prokurator Pakulski, wobec podejrzanych zastosowano poręczenie majątkowe.