– Już pod koniec walk „Rój” znalazł się w warunkach ekstremalnych. On pewnie wiedział że zginie, bo coraz więcej było klęsk. Właściwie to „Rój” był wówczas jedynym komendantem partyzanckim, którego oddział jeszcze działał. Po nim już nie zostało nikogo – wspominał podczas spotkania z okazji obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych we Wrocławiu żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Maksymilian Kowalewski.

Rodzina kpt. Kowalewskiego przyjaźniła się z rodziną legendarnego Mieczysława Dziemieszkiewicza, ps. „Rój”.

Posłuchaj całej rozmowy z kombatantem