Gdy spojrzeć na sto dni rządu Beaty Szydło z perspektywy wizerunku, widać, że problemem jest komunikacja z wyborcami. Choć w analogicznych okresach rządów ekip z PO i SLD relatywnie nic się nie działo, w odbiorze społecznym ocena już nie jest tak jednoznaczna. Przyczyna jest prosta – zbyt wiele obietnic, w zbyt krótkim czasie.

Dobrym przykładem jest Rodzina 500+, ogromny program społeczny, który spokojnie wystarczyłby na te sto dni i gdyby się głównie na nim skupić i dobrze go zakomunikować, byłby, w sensie percepcji społecznej, zdecydowanie większym sukcesem. Zwolennikami programu jest 50 proc. wyborców, 30 proc. przeciw, a reszta nie wie, co myśleć. To postęp w stosunku do 40 na 40 sprzed miesiąca, ale oddaje zaniepokojenie kosztami programu. Lecz to tylko jedna z obietnic na cztery, których realizacja wydaje się wątpliwa. Bardzo rozbudzono oczekiwania społeczne, a rząd wydaje się nie wiedzieć, co z nimi dalej robić. Na to niestety nakładają się takie decyzje, jak wymiana dyrektorów w stadninach koni w Janowie Podlaskim i Michałowie – nawet z punktu widzenia wyborcy PiS‑u, akceptującego wymianę kadr, wyglądające na zwykłe rozdawnictwo fruktów.