Polityka mieszkaniowa nie była głównym elementem kampanii wyborczej rządzącej partii, ale jednak się w niej pojawiała. Kolejnym dużym projektem, po wprowadzeniu programu Rodzina 500+, powinna być szeroko zakrojona i zdywersyfikowana polityka mieszkaniowa. Skierowana do osób, dla których mieszkanie dostarczone przez rynek nie jest dobrym rozwiązaniem z różnych względów, nie tylko socjalnych.

Mieszkalnictwo to jeden z tych obszarów, w których nasze państwo po 1989 r. dokonało zupełnej abdykacji. Puszczenie samopas procesów dotyczących tak podstawowej dla egzystencji człowieka kwestii doprowadziło do tego, że obecnie sytuacja mieszkaniowa w Polsce jest jedną z najgorszych w UE. Polska tkanka mieszkaniowa jest w złym stanie zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym. Na tysiąc mieszkańców naszego kraju przypada zaledwie 366 mieszkań, czyli niemal o sto mniej, niż wynosi średnia UE (460 mieszkań). Wskaźnik przeludnienia, czyli odsetek osób zamieszkujących przeludnione mieszkania, wynosi w naszym kraju 45 proc. i jest trzeci w UE, za Rumunią i Węgrami. Oznacza to, że niemal połowa Polaków mieszka w za małych mieszkaniach. Czechów i Estończyków w podobnej sytuacji jest już tylko 21 proc., Litwinów 28 proc., a Słowaków 39 proc. Średnia unijna to zaledwie 17 proc., gdyż problem ten na bogatym zachodzie Europy niemal nie występuje – w Niemczech czy we Francji odsetek ten jest jednocyfrowy. Mamy piąty w Unii Europejskiej wskaźnik deprywacji mieszkaniowej wynoszący 10 proc., co oznacza, że co dziesiąte mieszkanie w Polsce obciążone jest co najmniej jedną bardzo poważną wadą, taką jak brak toalety czy przeciekający dach. Na Słowacji takich mieszkań jest zaledwie 4 proc., a w Czechach 3 proc. – średnia UE to 5 proc.

Poza słabą tkanką mieszkaniową mamy również zupełnie niezdywersyfikowany rynek – w zasadzie jedynym w naszym kraju rozsądnym sposobem uzyskania dachu nad głową jest jego nabycie na własność. Mieszkania na wynajem czy budownictwo spółdzielcze są wręcz marginalne. Na 148 tys. mieszkań zbudowanych w 2014 r. tylko 3,5 tys. było mieszkaniami spółdzielczymi lub komunalnymi. Zaledwie 5 proc. Polaków mieszka w mieszkaniach wynajmowanych na zasadach rynkowych, choć w UE to przeciętnie 20 proc. Nic dziwnego, wynajem mieszkania jest nad Wisłą bardzo nieopłacalny. Za równowartość kupna mieszkania można je w Polsce wynajmować tylko przez 15 lat – średnia unijna to 26 lat, a w Niemczech nawet 30. Z drugiej strony zakup mieszkania, czyli jedyny w miarę opłacalny sposób jego uzyskania, jest w Polsce wciąż bardzo trudny z powodu niskich płac i rozpowszechnienia umów cywilnoprawnych. Za średnią pensję można w Polsce nabyć niecały metr kwadratowy mieszkania, czyli dwukrotnie mniej niż przeciętnie w UE. To prowadzi właśnie do kupowania mieszkań mniejszych niż potrzeby i w efekcie do ich przeludnienia. Niskie zarobki i wyłączenie z rynku kredytów hipotecznych rzeszy młodych osób pracujących na umowach cywilnoprawnych powodują, że aż 43,5 proc. Polaków w wieku 25–34 lata mieszka z rodzicami. W Szwecji czy Finlandii takich osób jest zaledwie ok. 4 proc.

Ewidentnie widać, że sektor prywatny w naszym kraju nie poradził sobie z dostarczeniem Polakom odpowiedniej liczby mieszkań w przystępnych cenach i dobrej jakości. Powstałą lukę powinny wypełnić instytucje publiczne, tworząc programy budownictwa państwowego lub komunalnego, umożliwiające zarówno zakup, jak i wynajęcie. Najbardziej palącą potrzebą jest stworzenie programu mieszkań na wynajem, gdyż szczególnie ten segment jest w Polsce bardzo słabo rozwinięty. To prowadzi do wielu złych zjawisk, np. niskiej mobilności zawodowej. Musimy sobie wreszcie zdać sprawę, że wynajmowane mieszkanie komunalne to produkt skierowany nie tylko do osób wymagających wsparcia socjalnego, ale do wszystkich obywateli, którzy z jakichś względów, rodzinnych czy zawodowych, nie chcą jeszcze się wiązać mieszkaniem kupionym na własność. Politycy rządzącej partii zarówno w kampanii, jak i po niej przedstawiali zarys programu tanich mieszkań na wynajem. Powoli zbliża się czas na przedstawienie założeń projektu, tak by w 2017 r. program ten zaczął już działać przynajmniej w początkowej formie.
 

Autor jest redaktorem serwisu Jagielloński24, stałym współpracownikiem „Nowego Obywatela”, członkiem Klubu Jagiellońskiego i zespołu redakcyjnego „Pressji”