Zawsze uważałem, że nadawanie obiektom użyteczności publicznej imion żyjących jeszcze ludzi obarczone jest ryzykiem, że „żywa legenda” wywinie społeczeństwu jakiś numer. Od śmierci np. Chopina lub Kościuszki minęło tyle czasu, że małe są szanse na odkrycie nieznanych nikomu dowodów na ich niegodne postępowanie. Dlatego lepiej poczekać, aż wypalą się znicze na grobach, aż ujawnione zostaną wszelkie zastrzeżone i tajne dotąd archiwa, aż biografie bohaterów zweryfikuje Historia i historycy. Pisząc to, mam na myśli Lotnisko im. Lecha Wałęsy w Gdańsku-Rębiechowie, potocznie nazywane przez trójmiejskich taksówkarzy „Bolkowem”. Poddaję pod rozwagę zmianę jego nazwy na bardziej „bezpieczną”, np. port lotniczy im. Józefa Piłsudskiego, Ignacego Paderewskiego, Dywizjonu 303, Lecha Kaczyńskiego czy Anny Walentynowicz.