Lech Wałęsa był dla mojego pokolenia urodzonych w latach 80. postacią pomnikową. Pojawił się nawet dwa razy w teledysku Michaela Jacksona, znali go w Ameryce i w Dublinie. Towarzyszył nam całe lata, jak „polski papież” Jan Paweł II. Wczoraj jego mit ostatecznie runął. Runęło także wyobrażenie o tym, gdzie się znajdujemy jako naród. Musimy się z tym zmierzyć. Musimy dokonać rewizji siatki pojęciowej, wyobrażeń, stereotypów i uprzedzeń, jakimi nas kształtowały „elity III RP”. Okazuje się, że nasz kraj był budowany i sterowany przez ludzi poprzedniego, zbrodniczego systemu. Za sprawą nieboszczyka Kiszczaka dowiadujemy się, że wielka część z tego, co nas otacza, może być kłamstwem. To smutne, że dopiero dokumenty z szafy zbrodniarza do tego doprowadziły. Ale może to także symboliczna klamra spinająca cały ten grajdół?