Warto było czekać! III RP odchodzi we wstydzie i niesławie. Odchodzi na krótkie ławy opozycji jej sztandarowa partia Platforma Obywatelska, znika, oby bezpowrotnie, nieskutecznie przemalowywana postkomunistyczna lewica.

Trudno o lepsze symbole tego upadku niż obraz prezydenta, strażnika żyrandola, który został skradziony z Pałacu, czy wiceministry sprawiedliwości, wiezionej przez funkcjonariuszy do izby wytrzeźwień. Wiedzieliśmy, że Temida bywa ślepa, ale że pijana?...

Nie pomogły zaprzyjaźnione media ani cały „postępowy świat”. Polacy, niezależnie od statusu, wieku czy wykształcenia, wyraźnie powiedzieli „dość!” bywalcom lokali w rodzaju Sowa i Przyjaciele, funkcjonariuszom państwa istniejącego tylko teoretycznie. Kartonowa armia PiS rozgromiła elitę, która podobno nie miała z kim przegrać.

Warto było czekać, zwłaszcza jeśli nie czekało się z założonymi rękami.

Nie byłoby tego sukcesu bez wolnych mediów, bez rosnącej w oczach Strefy Wolnego Słowa. Od Radia Maryja po Telewizję Republika... Skromność nie pozwala przypomnieć, kto był w tym froncie pierwszy. Również niemożliwe byłoby to zwycięstwo bez przebudzenia Polaków, bez samorzutnego opanowania przestrzeni wirtualnej. Bo przecież w wielkim starciu zwyciężyli nie tylko zaciężni kandydaci do parlamentu i lekkie chorągwie niezależnych dziennikarzy, ale nade wszystko pospolite ruszenie mediów społecznościowych. Ogniem i memem!

Młodzi historycy wygrali bitwę o pamięć. W IPN i na „Łączce”! Wnuki Żołnierzy Wyklętych okazały się silniejsze od potomków swoich katów. Bo przecież nieprawdą jest, że współczesny spór o Polskę toczyły trumny Dmowskiego i Piłsudskiego, ten podział unieważniła wielka Solidarność. Linia podziału przebiega między nimi a progeniturą Marchlewskiego i Róży Luksemburg, przez 25 lat występującą w roli produktu polskopodobnego!

Lata politycznego czyśćca (trwał z grubsza tyle, ile junta Jaruzelskiego) nie zostały zmarnowane. Poległych w Smoleńsku zastąpili ich koledzy – tacy jak Andrzej Duda i dzielne kobiety – córki i wdowy!

Wielce pouczającym zajęciem było obserwowanie w trakcie wieczoru wyborczego pogubienia się mainstreamu. Jego aktywiści jeszcze raz dowiedli, że niczego nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli. Wśród telewizyjnych komentatorów udział sympatyków Wielkiej Zmiany był znikomy. Dalej bredziły mocno zużyte gadające głowy, czepiając się słów i szukając „mowy nienawiści” u tych, którzy przez ostatnie lata byli ofiarami przemysłu pogardy.

Tego wieczoru, kiedy w słowach zwycięzców dominowała wielkoduszność i wola zgody pod biało-czerwonym sztandarem, przegrani i ich lokaje nie zdobyli się na jedno właściwe zdanie:

„Polacy, wybaczcie nam!”.