Wieszcz Adam napisał, że taką wiosnę jak w roku 1812 miał jedną tylko w życiu. My, jego późne wnuki, mamy więcej szczęścia. Po wiośnie, która nastąpiła latem 1980 r., i tej, która zjawiła się wiosną 1989 r., po raz trzeci przyszła do nas jesienią 2015 r. I miejmy nadzieję, że tym razem nie zniszczy jej ani grudniowy przymrozek, ani słotne lato charakterystyczne dla III RP.

25 października 2015 r. Zapewne przedwczorajsza data dołączy do wielu polskich dat funkcjonujących w podręcznikach. To dzień po 222. rocznicy trzeciego rozbioru Polski i 98 lat po bolszewickim przewrocie w Petersburgu nazwanym później rewolucją październikową.

Zwycięski przełom

Mam nadzieję, że dla nas dzień ten pozostanie w pamięci jako punkt zwrotny, otwierający epokę odzyskiwania nadziei. Moment wyjścia ze strefy wstydu, jakim napawały nas lata rządów Platformy Obywatelskiej.

Dlaczego uważam obecny sukces w wyborach za ważniejszy na przykład od podwójnego zwycięstwa w 2005 r. Powodów jest wiele. Wtedy wydawało się to normalną zmianą władzy w demokratycznym państwie, pozbawioną jakiegoś wielkiego dramatyzmu. Przecież miała rządzić wielka koalicja PO-PiS. Nie znaliśmy jeszcze wtedy w pełni patologicznego charakteru elity III RP, którą miały później obnażyć tragedia Smoleńska i ośmieszyć nagrania u „Sowy”.

Obecne zwycięstwo było, moim zdaniem, nieporównanie trudniejsze, a jego możliwe skutki będą bardziej doniosłe i trwalsze. Mimo zmasowanej ordynarnej propagandy, bezwzględnego hejtu czy też pouczeń z zagranicy... Iluż lemingów przejrzało na oczy, porzucając dotychczasowy bieg ku przepaści?

Wybraliśmy wartości

Polacy, stawiając na zmianę, na Prawo i Sprawiedliwość, i strącając w niebyt postkomunistyczną lewicę, dokonali wyboru w bardzo wielu zasadniczych kwestiach.

Opowiedzieli się za Polską wartości, tradycji chrześcijańskiej, za Polską – członkiem Europy Ojczyzn, a nie zbiorem landów pod niemieckim protektoratem.

Odrzucili postnowoczesne dyrdymały, związane z filozofią gender, promocją mniejszości, multikulturalność czy też otwarcie kraju na islamskich najeźdźców.

Wybrali wizję władzy uczciwej, empatycznej wobec pokrzywdzonych, a także solidarnej ze słabymi. Oddali głos za Polską dumną i innowacyjną, w której będzie się chciało żyć i wracać z tułaczki za chlebem, która przyciągać będzie talenty, a nie je trwonić.

Nikt naturalnie nie gwarantuje, że będzie łatwo. Od pierwszej chwili zderzymy się z falą nienawiści (przemysłowi pogardy nikt przecież jeszcze nie odciął zasilania), z oporem materii, nieufnością czy oczekiwaniami, że od jutra będzie tu druga Szwajcaria. Trafimy między rafy nadmiernych roszczeń i czysto ludzkiego samozadowolenia.

O tym, czy uda się Czwarta Rzeczpospolita Plus, zdecydują najbliższe tygodnie i miesiące. Nie wolno stracić tempa, nie wolno spocząć na laurach. A przede wszystkim nie można tracić czasu.

Uczyć się na błędach

Znamy obiektywne i subiektywne przyczyny porażki poprzedniej szansy. Dlatego już dziś trzeba wyznaczyć listę priorytetów – niezależnie od działań doraźnych, które przyjdzie realizować z marszu.

Po pierwsze media – należy błyskawicznie sprawić, aby głos obywateli i władzy mógł spotkać się w konstruktywnym dialogu, a strefa wolnego słowa objęła przynajmniej media narodowe (termin „publiczne” kojarzy mi się zanadto z domem o tej nazwie – podobieństw zresztą ostatnio nie brakowało).

Po drugie władza sądownicza – jej wydajność, funkcjonowanie, kontrola. Nie da się stworzyć państwa prawa, jeśli prawo w nim funkcjonować będzie opieszale, niewydolnie, wbrew interesom państwa i ludzi.

Po trzecie prawda. Kamieniem węgielnym nowej Polski musi być dogłębne wyjaśnienie tragedii smoleńskiej i rozliczenie wszystkich tych, którzy się do niej przyczynili. Tu nie może być żadnej abolicji! Podobnie, surowo, choć bez histerii, należy rozliczyć wszystkie afery ostatnich lat. Zrobić bilans kasy i dowiedzieć się, gdzie podziały się pieniądze, które napłynęły tu z Unii?

Od Hollywood do Międzymorza

Przy okazji warto wspomnieć, że zanim nastąpi odczuwalna poprawa programu telewizji i ruszy produkcja dzieł filmowych na miarę hollywoodzką (o które apelował niedawno Jarosław Kaczyński), dwie sejmowe komisje śledcze – „smoleńska” i „aferalna” – mogłyby dać naszemu narodowi sporo satysfakcji, poczucia sprawiedliwości, a przy okazji również rozrywki.

A przecież na liście priorytetów nie może zabraknąć także spraw tak oczywistych, jak sprawna zmiana stylu naszej polityki zagranicznej, powrotu do idei Międzymorza – od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne (oczywiście w ramach NATO i Unii Europejskiej), a także twardej walki o nasze narodowe interesy.

Nie wolno jednocześnie pominąć globalnego otwarcia na współpracę z polską diasporą na całym świecie, która z jednej strony mogłaby stać się kołem zamachowym naszej gospodarki, a równocześnie ogólnoświatowym lobby polskich spraw.

Na deser zostawiłem kulturę – ta często niedoceniana sfera mogłaby stać się lepiszczem odbudowy potęgi i dumy Rzeczypospolitej, sposobem na zasypanie okopów wojny polsko-polskiej i metodą naszej promocji w świecie.

Tyle na początek.

Na dobry początek!