Bronisław Komorowski, Aleksander Kwaśniewski, Tomasz Lis, Zygmunt Bauman – to niektórzy sygnatariusze listu otwartego w sprawie imigrantów. „Odmawiając udzielenia pomocy, zaprzeczamy idei europejskiej solidarności” – przekonują. – To nieprawda – mówi wprost Jarosław Sellin z PiS‑u.

„Stoimy w obliczu katastrofy humanitarnej o ogromnych rozmiarach. Setki tysięcy uciekinierów z Bliskiego Wschodu i Afryki szukają w naszej wspólnej Europie ratunku, bezpieczeństwa, warunków normalnego życia. Niedawno to my pukaliśmy do jej bram” – czytamy w „Liście z Europy Środkowej” opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”.

Sygnatariusze listu przekonują, że okazanie współczucia i woli pomocy to nasz ludzki obowiązek, a także „nasz obowiązek jako Europejczyków”.

„W imię naszego człowieczeństwa, w imię naszych zasad i wartości wzywamy władze i obywateli naszych krajów do praktycznego okazania solidarności wobec uchodźców” – apelują autorzy listu.

Wśród sygnatariuszy jest m.in. Zygmunt Bauman - o tym funkcjonariuszu Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który w okresie stalinowskiego terroru, osobiście brał udział w akcjach przeciwko Żołnierzom Wyklęty pisaliśmy wielokrotnie. Choćby w tekście „Autorytet” w archiwach IPN. Jak waleczny major Bauman bandytów tropił. Major Zygmunt Bauman nie tylko szkolił żołnierzy KBW, ale i osobiście dowodził oddziałem, który wyłapywał Żołnierzy Wyklętych – wynika z dokumentów IPN.

– Dziwię się, że wśród sygnatariuszy tego listu są politycy – mówi nam Jarosław Sellin (PiS). Polityka w sprawie uchodźców jest tak naprawdę początkiem wielkiej polityki imigracyjnej i trzeba sobie zdawać z tego sprawę. Polacy doskonale to rozumieją i nie chcą, żeby Polska była zmuszona do popełniania tych samych błędów, które popełniły i wciąż popełniają inne kraje Zachodu – uważa polityk.


I dodaje, że nie można Polakom wmawiać, że są nieczuli na los uchodźców.

W czasie wojny z Rosją przyjęliśmy 80 tys. Czeczenów, a według statystyk powiatowych urzędów pracy w Polsce przebywa obecnie ok. 700 tys. Ukraińców, którym daliśmy możliwość podjęcia legalnej pracy. Mimo to nie jęczymy i nie oczekujemy od innych krajów Europy szczególnej pomocy – zauważa poseł.

Jak podkreśla z kolei Jan Dziedziczak (PiS), premier Ewa Kopacz i jej ministrowie uparcie nie chcą odpowiedzieć na kluczowe pytania w sprawie imigrantów. Chodzi m.in. o to, ilu dokładnie Polska miałaby przyjąć i czy będą mogli sprowadzić rodziny (wówczas liczba ta może się zwielokrotnić), na jak długo przyjadą, kto tak naprawdę będzie za to płacił – czy przez cały czas będzie płaciła UE, czy może po pierwszym okresie będzie musiał to robić bezpośrednio polski podatnik.

Na te podstawowe pytania brakuje odpowiedzi, a autorzy listu wpisują się w sloganową retorykę zamydlania Polakom oczu – kwituje polityk.