Premier Ewa Kopacz na zorganizowanym po spotkaniu z rodziną sadowników w Warce briefingu, znacznie więcej niż o suszy i ewentualnej pomocy dla rolników mówiła o... opozycji i zbliżających się wyborach parlamentarnych. W pewnym momencie Ewa Kopacz do tego stopnia zapędziła się w swoich „tyradach”, że przyznała iż „PiS kroczy do zwycięstwa”.

Najpierw Ewa Kopacz zaczęła od narzekania na prezydenta Andrzeja Dudę.

To przykre, że nie widzi takiej potrzeby, żeby spotkać się z urzędującym rządem. Szczególnie teraz, kiedy przed tym rządem są bardzo trudne decyzje. Ale też decyzje, które będą wiele kosztować. W związku z tym niewiele zostanie miejsca na obietnice, które są teraz składane, podczas kampanii wyborczej. Szkoda, że pan prezydent nie chce spotkać się z urzędującym premierem i rządem. Ale to wybór prezydenta i nic mi do tego – mówiła Ewa Kopacz.

Później odniosła się do kwestii postulowanego przez prezydenta referendum, a zwłaszcza pytania o wiek emerytalny. Kopacz przekonywała, że rozpisywanie referendum to „przerzucanie odpowiedzialności na obywateli” i chwaliła swój rząd za rozwiązanie kwestii wieku emerytalnego w drodze ustawowej i przekonywała, że Prawo i Sprawiedliwość, również powinno iść w kierunku ustawy emerytalnej, a nie pytania w referendum.
W pewnym momencie jednak, Ewa Kopacz przyznała, że PiS dąży do zwycięstwa.

Dlaczego PiS nie chce tego zrobić, skoro dzisiaj tak bardzo mocno kroczy do zwycięstwa [...] niech weźmie odpowiedzialność za tych ludzi, których zabraknie na rynku pracy do roku 2040


Następnie Ewa Kopacz jak mantrę zaczęła powtarzać, że pieniędzy na emerytury nie da się wygospodarować, bo ich znalezienie będzie oznaczało zabranie ich komuś innemu.

Znaleźć te pieniądze to znaczy komuś zabrać [...] Jeśli będą rozdawali pieniądze, to będą je komuś zabierali – mówiła Ewa Kopacz.