W cieniu licznych w ostatnim czasie afer na polskiej scenie politycznej, toczy się jeden z największych skandali związanych z polską innowacyjnością i rozwojem gospodarki. Chodzi o polski grafen, a konkretnie, o tajemniczą zmianę na stanowisku dyrektora Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych.

W jednym z najbardziej znanych na świecie polskich instytutów naukowych, w miejscu w którym produkuje się grafen, doszło dziwnych i niezrozumiałych kombinacji podczas wyboru dyrektora placówki. Sprawa wygląda na polityczną ustawkę, która może utopić polski grafen – alarmuje na łamach serwisu naukatolubie.pl Tomasz Rożek - polski dziennikarz naukowy i fizyk.

 Grafen jest największą nadzieją branży technologicznej. Od pewnego czasu jest przedmiotem zainteresowania przemysłu ze względu na różne właściwości, w tym elektryczne i mechaniczne. Ponadto jest również ogromną szansą dla polskiej innowacyjności i biznesu, bowiem to właśnie polscy naukowcy opracowali technologię taniej produkcji grafenu.

Tymczasem okazuje się, że chęć na zyski z polskiego grafenu ma coraz więcej osób. W środowisku naukowym zawrzało po tym gdy w atmosferze skandalu doszło do zmiany dotychczasowego szefa Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME) w Warszawie. Dotychczasowemu szefowi Instytutu – dr Zygmuntowi Łuczyńskiemu, który w środowisku ma opinię zasłużonego w badaniach nad grafenem fizyka skończyła się kadencja. Ubiegał się on o kolejną i wystartował w oficjalnie ogłoszonym konkursie na dyrektora ITME.

Choć konkurs wygrał, pokonując trzech pozostałych kandydatów, a jego wygraną potwierdziła nawet Komisja Konkursowa, problemy zaczęły się, gdy Rada Naukowa Instytutu wystosowała do resortu gospodarki pismo z rekomendacją i wnioskiem o powołanie dr Łuczyńskiego na kolejną kadencję.

Najwyraźniej jednak resort miał inne plany, a minister Janusz Piechociński nominacji nie podpisał. Lider PSL nie zwracając uwagi na prośby Rady Naukowej Instytutu, Rady Głównej Instytutów Badawczych, a nawet list podpisany przez 190 pracowników ITME z poparciem dr. Łuczyńskiego, przekonuje, że w przypadku konkursu złamane zostały procedury. Resort gospodarki zarzuca organizatorom konkursu, że nie wszyscy kandydaci przeszli „pełną ścieżkę konkursową”.

To prawda, ale to nie jest niezgodne z prawem. Nie wszyscy kandydaci dotrwali do końca procedury konkursowej, bo odpadli wcześniej – zwraca uwagę Tomasz Rożek.

  Tymczasem resort gospodarki konkurs unieważnił i rozpisał nowy. Tak wyłoniono nowego dyrektora ITME, którym został Ireneusz Marciniak – były prezes Grupy Azoty Kędzierzyn Koźle.

O tej osobie mówiło się jak o kandydacie forsowanym przez ministerstwo gospodarki – powiedział mi dr Zygmunt Łuczyński. Ireneusz Marciniak był związany z różnymi spółkami skarbu państwa od kilkunastu lat – zauważa dziennikarz naukowy dr Tomasz Rożek.

 
 Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że zaledwie trzy miesiące temu dr Łuczyński w wywiadzie dla pisma „Elektronik” mówił o naciskach i próbie przejęcia Instytutu.

Z moich informacji wynika, że istnieje porozumienie pomiędzy Ministerstwem Gospodarki a Politechniką Warszawską (PW), na mocy którego niedługo ma nastąpić konsolidacja Politechniki i ITME. Istnieje droga prawna to umożliwiająca - trochę skomplikowana, ale wykonalna. Polega ona na tym, że Ministerstwo Gospodarki w porozumieniu z Ministerstwem Nauki składa wniosek do Rady Ministrów o podjęcie stosownej uchwały o włączeniu ITME w strukturę PW – mówił wówczas doktor Łuczyński.


Kulisy afery wyjaśnia Tomasz Rożek. ZOBACZ FILM: