Gdy politycy i sympatycy Platformy Obywatelskiej pytani o przyczyny porażki wyborczej wskazywali na internautów – można było się śmiać. Teraz, gdy partia rządząca postanowiła zabrać się do internetu – już tak śmiesznie nie jest. Musimy mieć świadomość, że PO zrobi naprawdę wiele, by władzy raz zdobytej nie oddać nigdy.

Słowa „odpieprzcie się od generała” wypowiedziane przez Adama Michnika w 1992 r. przeszły do historii. Mało kto pamięta, że chodziło o obronę Wojciecha Jaruzelskiego przed natarczywymi pytaniami dziennikarzy we francuskiej telewizji, bo w pamięci te słowa zapisały się nie jako opis tej konkretnej historii, ale jako symbol nastawienia redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” do wszelkiej próby rozliczenia komunistycznego zbrodniarza.

Symbol
Mimo że od tego czasu minęły ponad 23 lata – wiele się nie zmieniło, oprócz jednego. Dziś słowo lub zdanie wypowiedziane publicznie szybko może stać się symbolem odczytywanym w szerszym kontekście. Weźmy choćby przykład Bartłomieja Sienkiewicza. Mówiąc, że „państwo istnieje tylko teoretycznie”, miał na myśli problemy z połączeniem działań kilku instytucji tak, by skutecznie egzekwowały prawo. Chodziło o tzw. granie z tłustymi misiami, czyli tłumacząc na polski: ukrócenie przestępstw podatkowych tych przedsiębiorców, którzy akurat podpadli władzy. Minister spraw wewnętrznych, a jeśli chodzi o zaufanie szefa rządu praktycznie nieoficjalny wicepremier i na pewno doradca – widział problem „teoretycznego państwa” nie z powodu kłopotów z egzekwowaniem podatków i zmniejszenia wpływów do budżetu. Chodziło mu o trudności w skupieniu działań polskiego państwa na konkretnych „misiach”, którym akurat w danym momencie władza Platformy chce utrudnić życie.

Ujawniony kontekst
Po aferze taśmowej słowa o „teoretycznym państwie” szybko stały się (w dużej mierze za przyczyną opinii w internecie) opisem rzeczywistości w dużo szerszym znaczeniu. Stały się wręcz podsumowaniem nie tylko rządów Platformy i PSL-u, ale i całego ćwierćwiecza od transformacji, czyli jak to mówił Bronisław Komorowski: „25 lat wolności”.
Podobnie jest w internecie, dana wypowiedź czy zdarzenie może stać się symbolem szerszej rzeczywistości. Tutaj zdjęcie nagiego Tomasza Karolaka, umykającego w zakryciu składającym się z dwóch poduszek przytrzymywanych w okolicach intymnych – też stało się symbolem. Znakiem obciachu, tego, jak daleko był w stanie posunąć się Bronisław Komorowski, by zdobyć poparcie, ale też miałkości celebrytów, którzy pomagali mu w kampanii prezydenckiej. I nie wystarczyło tłumaczenie, że był to happening, że miał to być żart.

Nie wiem, czy tak się dzieje, ale jeśli Komorowski z Karolakiem siedzą nad tym zdjęciem i zastanawiają się co poszło nie tak, to znaczy, że naprawdę nie rozumieją, dlaczego przegrali ostatnie wybory. Jeśli szefowa CBOS-u Mirosława Grabowska mówi o wpływie internetu pod kątem siły memów – to sama sobie wystawia świadectwo tego, jak bardzo nie rozumie, o co chodzi. Memy to nie przyczyna przegranej PO. Przegrana to skutek poznania przez większość młodych ludzi, jakie są prawdziwe działania Platformy. Przekonanie panujące wśród internautów, że ta władza jest obciachowa, to skutek jej własnych działań. Jeśli dochodzi do kolejnej, setnej, a nawet i kilkusetnej afery (bloger na stronie www.markd.pl doliczył się ich blisko 2 tys.), która kończy się potwierdzeniem przekonania o władzy bezkarnej i bezczelnej, to co ludziom zostaje? Mają ruszyć na sędziów z kosami? Mają okupować Kancelarię Premiera przy al. Ujazdowskich? Śmieją się. Znowu, jak to kiedyś bywało – Polakom pozostał śmiech. Plus karta wyborcza. Dwa tygodnie temu jej użyli, użyją jej zapewne równie dotkliwie dla Platformy jesienią.

Co o tym wszystkim sądzi PO? Myśli, że skoro wystarczyło kupić przychylność głównych stacji telewizyjnych, gazet, tygodników, rozgłośni i portali – to teraz kupi ten cały wrogi internet. 50 milionów złotych do dyspozycji, to ruszamy na wykup hejterów, szkolenia członków partii w mowie nienawiści – zasypiemy ten cały internet naszą propagandą. Nie chcą jej w telewizji, której nie oglądają? Dostaną ją w sieci!

Co partia rządząca myśli o internautach?
Najlepiej pokazała to rozmowa rzecznika rządu PO-PSL i prezesa spółki Orlen ze słynnych taśm z restauracji Sowa i Przyjaciele. Paweł Graś w rozmowie z Jackiem Krawcem z lutego 2014 r. dyskutował o wyborach do europarlamentu (które odbyły się trzy miesiące później) i słabych szansach na frekwencję. „A czemu nie zrobicie głosowania przez internet. Czemu nie można tak głosować w Polsce? […] Czy wy może szacowaliście, że to jest jakiś elektorat pisowski?” – pytał Krawiec. „To jest elektorat, o który nie ma się co bić. Albo nie chodzi, albo robi sobie jaja. Najbardziej jechaliby na tym palikotersi plus korwiniści, czyli te oszołomy, co najbardziej żyją w internecie. Na przykład partia Gowina” – już wtedy tłumaczył Graś. Dziś formalnie odcięty od spraw krajowych, nadal jednak doradza Platformie. Kilka dni temu w wywiadzie uspokajał, że „przez te kilka miesięcy, które pozostały nam do wyborów parlamentarnych, to zaufanie uda się odbudować, jeśli zmienimy język, jeśli zmienimy trochę twarze, jeśli zmienimy sposób komunikacji z ludźmi”.

Już się dowiedzieliśmy, jak w praktyce ta zmiana w „komunikacji” ma wyglądać. Internetowy elektorat, o którym ponad rok temu Graś mówił, że nie warto o niego się „bić” – teraz zostanie zalany. Spamem i propagandą. Przykład mieliśmy w sobotę, gdy nawet w trakcie finału Ligi Mistrzów Platforma Obywatelska na swoim profilu na Twitterze powtarzała propagandę sukcesu. Powód jest bardzo prosty. Członkowie partii rządzącej tak długo powtarzali tę propagandę i dostawali jej tyle w swoich mediach, że w nią uwierzyli. To stąd przekonanie, że przegrana w wyborach nie wynika z jakichś własnych win, zaniedbań, przekrętów czy podejścia do ludzi – tylko z winy tajemniczego internetu. Jak to możliwe, że oni nie kupują tego, co im sprzedajemy? Takie zapewne myśli kłębiły się w głowach otoczenia zarówno Bronisława Komorowskiego w trakcie kampanii, jak i teraz w głowie Ewy Kopacz, jej przyjaciółek i Michała Kamińskiego. Dlatego też obawiam się, że dostaniemy jeszcze więcej propagandy, języka nienawiści, tyle że tym razem w sposób niezwykle intensywny w internecie. Platformie to niewiele da, może oprócz satysfakcji, że znowu można wyborców ze sobą skłócić. Stracimy na tym my wszyscy, obywatele, i to podwójnie, bo swoją nową armię hejterów PO tworzy za nasze pieniądze. By żyło się lepiej. Trollom