Jeśli Andrzej Duda zostanie prezydentem, zostanie nim człowiek, który podobnie jak Lech Kaczyński, nie ma żadnych mentalnych ani towarzyskich związków z komunistycznym totalitaryzmem. Dla wolności to sprawa zasadnicza.

Patriotyczne środowiska zaangażowane w pracę nad przywróceniem świadomości tradycji i historii odetchnęły 10 maja z ulgą. Lata pracy tych środowisk, dla których potężnym impulsem była tragedia 10 kwietnia 2010 r., nie poszły na marne, a Polacy mimo gigantycznej skali manipulacji rządowych mediów nie dali się oszukać. Zaklinanie rzeczywistości zgodnie z wolą rządzących nie powiodło się. 
Niemniej ogromna szansa zwycięstwa w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy i znakomity wynik Pawła Kukiza zaskoczył wszystkich, także przedstawicieli szeroko rozumianego obozu niepodległościowego. Podchodzono na prawicy z należnym dystansem do sondaży, które w przeważającej części są także elementem polityki obozu rządzącego. Zasadniczo jednak dominowało przekonanie, że druga kadencja będzie należała do Bronisława Komorowskiego. 
Pozbyć się postkomunistów! 
Bez względu na to, jaki będzie rezultat końcowy, wynik pierwszej tury wyborów w stosunku do prognozowanego ujawnił nieprzewidywalność rzeczywistości społecznej. Jak zauważył świetny filozof MacIntyre, diagnoza dotycząca przyszłości, czy to wybitnego politologa, czy ekonomisty, ma taką samą wartość, jak intuicje bystrego właściciela osiedlowego sklepu czy inteligentnego dziennikarza. Czyli tak zwana eksperckość ekspertów od polityki jest głęboko podejrzana. Faktem jest, że przewidywanie przyszłości w kwestiach związanych z życiem społeczeństw jest zajęciem karkołomnym. I pokazała to właśnie pierwsza tura wyborów. Zgodnie z sondażami sprzed pół roku Komorowski w pierwszej turze miał zostać wybrany na prezydenta, a większość zwolenników prawicy była pogodzona z faktem, że prezydentem nie będzie na pewno Andrzej Duda. Inny przykład to rozpad Związku Sowieckiego i bezradnoś? wobec tego faktu zachodniej sowietologii. I?to jest w?a?nie pi?kne, ta poznawcza bezradno?? nauk spo?ecznych. Tak? bezradno?? zdradza? wyraz twarzy Andrzeja Wajdy i?Krystyny Zachwatowicz, uchwycony przez fotografa w?momencie, gdy trafia do nich wiadomo?? o?wyniku pierwszej tury. Nie wymaga w?a?ciwie komentarza. W?tej bezradno?ci wobec ?wyroku historii? jest mieszanina niedowierzania, przera?enia, jakiego? wstr?tu, jakby zobaczyli potwora. Tym ?potworem? jest ogromna liczba polskich obywateli, kt?ra nie podziela przekona? elity, elity, kt?ra sw?j rodow?d ma w?komunizmie, cz?sto, przyznajmy, w?trudnej, skomplikowanej symbiozie, ale jednak w?symbiozie, kt?ra musi wp?ywa? negatywnie na morale. Pozostawi?a trwa?y ?lad w?postaci uk?szenia antydemokratyczn? mentalno?ci?, przekonaniem, ć wobec tego faktu zachodniej sowietologii. I to jest właśnie piękne, ta poznawcza bezradność nauk społecznych. Taką bezradność zdradzał wyraz twarzy Andrzeja Wajdy i Krystyny Zachwatowicz, uchwycony przez fotografa w momencie, gdy trafia do nich wiadomość o wyniku pierwszej tury. Nie wymaga właściwie komentarza. W tej bezradności wobec „wyroku historii” jest mieszanina niedowierzania, przerażenia, jakiegoś wstrętu, jakby zobaczyli potwora. Tym „potworem” jest ogromna liczba polskich obywateli, która nie podziela przekonań elity, elity, która swój rodowód ma w komunizmie, często, przyznajmy, w trudnej, skomplikowanej symbiozie, ale jednak w symbiozie, która musi wpływać negatywnie na morale. Pozostawiła trwały ślad w postaci ukąszenia antydemokratyczną mentalnością, przekonaniem, że to my jesteśmy jedyną elitą, a ciemny lud ma słuchać mędrców. Rolę Komitetu Centralnego PZPR z czasów komunizmu przejął salon, który wklucza lub wyklucza, zgodnie z regułami funkcjonowania sitwy. I zadziwiająca jest trwałość zwyczajów i mentalnych struktur z czasów komunistycznych, które jak epidemia zainfekowały i infekują ludzi Platformy Obywatelskiej i PSL-u. Ale nie tylko ich. Wróciła komuna w jakimś obciachowym quasi-biznesowym opakowaniu. A politycy obozu rządzącego zachowują się jak sekretarze partii, jak towarzysze Szmaciaki. Przyczynę tego stanu rzeczy, tę trwałość obecności postkomunizmu w życiu nie tylko polskiego narodu świetnie uchwycił znakomity węgierski pisarz Sandor Marai, gdy pisał w „Dzienniku” w roku 1967: „Komunizm upadł, i to w każdym sensie tego słowa. Ale od komunistów trudno będzie się uwolnić, bo nikt nie jest tak uparty i niebezpieczny, jak beneficjent upadłej idei, który już nie jej broni, lecz własnego życia i łupu”.      
Koniec pedagogiki wstydu 
Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich będzie oznaczało początek końca tego postkomunizmu. Wybór jest więc zasadniczy: między Polską sitw a Polską wolnych obywateli. A wracając do owych antydemokratycznych elit z kręgu Komorowskiego. Ta nieukrywana już pogarda do PiS-owskiego ludu i wyborców Pawła Kukiza zbliża elitę władzy skupioną wokół Komorowskiego do standardów białoruskich i rosyjskich. Jej europejskość jest pozorem, maskirowką. Polacy, którzy znają już świat, bo ta „elita” zmusiła ich do zarobkowej emigracji, nie mają już kompleksów, pedagogika wstydu już nie działa. Wolność podróżowania i kontakty z innymi nacjami uświadomiły im ich narodową odrębność i to, że są narodem rzutkim, błyskotliwym, szybko się uczącym i ceniącym nade wszystko wolność, której warunkiem jest zdrowy indywidualizm. Pierwsza tura wyborów obudziła nadzieję na zwycięstwo prawicy, ale co ważniejsze, ujawniła fakt budzenia się ducha narodowego. Bycie Polakiem to już nie obciach. A Kukiz mówi językiem romantycznym. Ta sytuacja zmobilizowała obóz Komorowskiego do brudnej kampanii z chwytami, które ujawniają stan mentalny właścicieli Polski. Mentalność esbecka ma się dobrze, bo jakże inaczej nazwać atak na córkę Andrzeja Dudy dokonany przez Tomasza Lisa? Było to zresztą do przewidzenia. Można mieć nadzieję, że ta brudna kampania przyniesie odwrotny skutek, gdyż Polacy generalnie nie akceptują takich plugawych zabiegów. Ich instynkt moralny ukształtowany przez katolicyzm, nawet jeśli nie deklarują, że są praktykujący czy wierzący, każe stanąć po stronie niesłusznie pomówionych. Tego wymaga etyka rycerska. Ponadto straszenie potencjalnym zamordyzmem, które mają wprowadzić w życie Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz, już nie działa. 
Estetyka i polityka 
Wybór między Andrzejem Dudą a Bronisławem Komorowskim to wybór między liberalną demokracją państwa narodowego a postkomuną. Związki Komorowskiego z WSI to potwierdzają. To wybór między wolnością a systemem, który wyraźnie ewoluuje w stronę autorytaryzmu. Przekonanie, że niby-demokratyczna Europa uchroni nas przed standardami białoruskimi, to niebezpieczny miraż. To wybór między nowoczesnością a władzą sitw i zabetonowanych na wiele lat układów. Jest też bardzo istotna kwestia estetyczno-etyczna. Jeśli Andrzej Duda zostanie prezydentem, zostanie nim człowiek, który podobnie jak Lech Kaczyński, nie ma żadnych mentalnych ani towarzyskich związków z komunistycznym totalitaryzmem. Dla aury wolności to sprawa zasadnicza. Gdy w 2005 r. oglądałem defiladę z okazji 11 listopada z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, miałem poczucie, pierwszy raz w życiu, że w sferze publicznej wszystko jest na swoim miejscu. Że to jest mój prezydent. I nie dlatego, że był z PiS-u, ale dlatego, że nie miał nic wspólnego z komuną, że był erudytą, profesorem prawa, człowiekiem ideowym, patriotą. Lech Kaczyński, pozbawiony związków z poprzednim systemem, walczący z nim, pochodzący z rodziny o patriotycznych tradycjach, był prezydentem wolnych Polaków. Różnił się właśnie czystością estetyczno-etyczną od swoich poprzedników i następcy. Reprezentował to, co najlepsze w polskiej polityce. Andrzej Duda to ta sama formacja i szkoła politycznego i społecznego myślenia. Uruchamiając szerszą historyczną perspektywę, można to przebudzenie Polaków w związku z prezydenckimi wyborami odczytywać jako budzenie się świadomości narodowej, która była i jest zwalczana. Przypominam sobie rozmowę z Pawłem Hertzem, którego miałem zaszczyt poznać w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Paweł Hertz, konserwatysta, myśląc o Polsce, porównał życie i trwanie narodu do trawy. Przechodzą burze, gradobicia, susze, wypalanie wszystkiego do gołej ziemi. Te klęski naturalne to oczywiście symbole totalitaryzmów i wojen. Ale gdy przemijały owe klęski, trawa znów zaczynała się zielenić, bo taka jest natura trawy. Mam nadzieję, że od tej wiosny zacznie ona się zielenić i rosnąć już intensywnie i nieprzerwanie