Nowe nagranie z restauracji Sowa i Przyjaciele, czyli rozmowa wicepremier w rządzie Tuska Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem, szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego, wywołało tylko częściowe poruszenie opinii publicznej. W serwisach informacyjnych – poza „Wiadomościami”, ale i te potraktowały aferę skrótowo – temat w ogóle nie był przecież poruszany. Kwestia prawdomówności szefa CBA, gdy opowiada o spalonej przez policjantów budce wartowniczej przed ambasadą rosyjską na Marszu Niepodległości czy o lewych przetargach w państwowych spółkach, jest absolutnie kluczowa. Jeśli bowiem jest tak, jak opowiadają politycy PO, że wszystko, co usłyszeliśmy, to kłamstwa – co Wojtunik robi jeszcze na swoim stanowisku? Bieńkowska natomiast ma szczęście. Nie odpowie, przynajmniej na razie, za to, że rząd, którym współkierowała, miał – jak mówi – w d… górnictwo, za pendolino ani za nazwanie wicepremiera Piechocińskiego debilem. Jak to mówił jeden z bohaterów wcześniejszych taśm prawdy, Bieńkowska jest już przecież „daleko od tego syfu”. Podobnie jak jej szef Donald Tusk.