To, co zrobił w TVP Tomasz Lis, przejdzie do annałów dziennikarstwa. O podłej ustawce, mającej zmobilizować elektorat Bronisława Komorowskiego i uderzyć w córkę Andrzeja Dudy, będą się uczyły kolejne pokolenia dziennikarzy.

– Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej w nie uwierzą – powtarzał mistrz propagandy Joseph Goebbels. Dokładnie tej samej metody użył Lis. Nie wierzę, że można było fikcyjne konto Kingi Dudy uznać za prawdziwe. Każdy, kto chwilę by się zastanowił i przeczytał te wpisy, doszedłby do wniosku, że są one lipne. Oczywiście Lis pozbawiony zdolności honorowych zrzuca całą odpowiedzialność na swoich współpracowników i oczywiście na PiS. Tylko z łaski pominął rolę Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Dziwi się również całej sytuacji, bo przecież… przeprosił na Twitterze. Oczywiście zgrywa idiotę, bo doskonale zdaje sobie sprawę, ile osób ogląda jego program. Wie też dobrze, jak skończyłaby się jego kariera, gdyby tylko Polska była normalnym krajem. Cała sytuacja po raz kolejny pokazała, że salon naprawdę boi się zwycięstwa Andrzeja Dudy. Pokazuje przy tym całą swoją hipokryzję i obłudę. To jednak tylko pomaga.