Tak jak w Hiszpanii ciągle trwa budowa katedry Sagrada Familia Gaudiego, tak i my, Polacy, czekamy na ukończenie prac nad Świątynią Opatrzności. Ta narodowa Katedra Polskości budzi wściekłość środowisk lewackich, które wobec kolejnych dotacji nieustannie narzekają na wspieranie tego projektu przez państwo. Trzeba więc ciągle na nowo przypominać historię powstania owej „najbardziej demokratycznej ze wszystkich świątyń”, gdyż za taką należy uznać budowlę, mającą stanowić wieczne upamiętnienie pierwszej europejskiej konstytucji.
 
Mówiąc „Świątynia Opatrzności”, należałoby zresztą dodawać prawie jednym tchem słowa: „która stanowi pamiątkę Konstytucji 3 maja”. Dyskusji ze zwolennikami odzierania naszego państwa z waloru sakralnego nie ułatwia w dodatku fakt, że projekt architektoniczny, najdelikatniej mówiąc, nie zachwyca wszystkich. W tym także autora tekstu. Ale to już rzecz gustu...

Kościół-pomnik

Świątynia owa jest nierozerwalnie związana z historią Polski i stanowi część dziedzictwa przeszłych pokoleń, które nas swoimi ślubami zobowiązały do wykonania zaleceń testamentu. Uchwałę o budowie wielkiego kościoła-pomnika polskiej myśli państwowotwórczej i polskiej walki o wolność podjęto już trzy dni po przyjęciu słynnej głównej ustawy, 5 maja 1791 r. Warto wczytać się w zapis dokonany w deklaracji Stanów Zgromadzonych:
„Władzy wykonawczej zalecamy, […] Wyznaczenie nabożeństwa w jednym dniu po wszystkich w całym kraju kościołach, to jest dnia ósmego miesiąca maja roku bieżącego, na podziękowanie Bogu za zdarzoną chwilę pomyślną wydobycia Polski spod przemocy obcej i nieładu domowego, za przywrócenie rządu, który najskuteczniej wolność naszą prawdziwą i całość Polski zabezpieczyć może, za postawienie tym sposobem ojczyzny naszej na stopniu mogącym prawdziwą w oczach Europy zyskać jej konsyderacyją, przewielebnym biskupom zalecamy, naznaczając dzień świętego Stanisława biskupa męczennika, patrona Korony Polskiej, za uroczysty w roku, który my i potomkowie nasi obchodzić będziemy za dzień poświęcony najwyższej opatrzności, po którym ojczyzna śmiało i bezpiecznie po tylu nieszczęściach odetchnąć może. Chcemy oraz, aby duchowieństwo tak świeckie jako i zakonne w naukach chrześcijańskich, które prawowiernemu winno ludowi, nie przestało zachęcać wszystkich do podobnych Bogu dziękczynień. Aby zaś potomne wieki tym silniej czuć mogły, iż dzieło tak pożądane, powinno największe trudności i przeszkody, za pomocą najwyższego losami narodów rządcy do skutku przywodząc, nie utraciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia narodu pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i najwyższej Opatrzności poświęcony”.

Miał być dzień św. Stanisława dniem uroczystych obchodów, potem chciano przenieść święto polskiego patrona właśnie na 3 maja, lecz i to nie doszło do skutku, z powodu sprzeciwów Targowicy piszącej protesty do papieża. Natomiast jeśli chodzi o ślub wzniesienia świątyni poświęconej boskiej, czuwającej nad nami Opatrzności, ten zaczęto realizować bardzo szybko, rozpisując pierwszy w dziejach Polski konkurs architektoniczny. Wygrał go królewski architekt Jakub Kubicki. 15 marca 1792 r. marszałek Stanisław Małachowski zażądał od sejmu wyznaczenia miejsca pod budowę. Sanktuarium postanowiono wznieść na miejscu kaplicy stanowiącej część Kalwarii Ujazdowskiej, czyli tam, gdzie obecnie znajduje się Ogród Botaniczny. Projekt Kubickiego zakładał zbudowanie olbrzymiego, polskiego panteonu, świątyni na planie krzyża greckiego, z dziedzińcami, alejami, podziemiami, a nawet arkadowym mostem prowadzącym od kościoła w stronę Zamku Ujazdowskiego. Monumentalny kościół miał górować nad okolicą i być widoczny z daleka. Kubicki planował jego wysokość na 45 metrów, a podstawa miała mierzyć 70 na 56 metrów.

Kamień węgielny

W pierwszą rocznicę uchwalenia Konstytucji przewidziano olbrzymie, uroczyste obchody. Zaczęło się wszystko w kościele Świętego Krzyża. O godzinie 9 rano rozpoczęła się tam uroczysta msza św., połączona ze specjalną, rocznicową sesją parlamentu z udziałem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Potem wielka procesja ruszyła specjalnymi drewnianymi kładkami w stronę placu Trzech Złotych Krzyży, a stamtąd już w stronę miejsca przygotowanego pod budowę. Najbardziej podniosłym, wzruszającym momentem było wmurowanie kamienia węgielnego. Tak to opisał Jędrzej Kitowicz w „Pamiętnikach, czyli Historii polskiej”: „Xiąże Prymas podług Ceremoniału Rzymskiego święcił nayprzód sól i wodę, kropił potym mieysce na kamień wyznaczone, błogosławił kamień, kropił wodą, a modlitwę przepisaną gdy czytał dotykaiąc się tegoż kamienia, Rzemieślnicy wkładali w ziemię, w którą wprzód Medale z napisami wrzucono. Xże Prymas podał Królowi kielnię do rzucenia wapna, kładły się cegły a Senat, Ministrowie do roboty przykładali się. Wymurowano więc nad kamieniem w cyrkule niższym kawał. Zrobiono naprzód figurę oktogon nazywaną czyli 8 boków maiącą, z cegły w trzy szychty kładzioney, a na tey w środku kwadrat wymurowany wysokości 8. szycht cegły horyzontalnie układaney, w pośrzód którego muru krzyż tym czasem ma być postawiony, póki się ściany nie wzniosą”.
Na miejscu przygotowanym pod budowę fundamentów zebrali się senatorowie, księża, wojskowi i tłum warszawiaków, oddzielony specjalnym ogrodzeniem drewnianym przygotowanym na ceremonię przez Kubickiego. W miejscu wmurowania kamienia węgielnego miał stanąć pierwszy filar. Jednak nigdy go nie skończono, gdyż już kilkanaście dni później do Rzeczypospolitej wkroczyły wojska carycy Katarzyny, prowadzone przez targowickich zdrajców. To im właśnie Świątynia Opatrzności przeszkadzała, dla nich była solą w oku i oni byli protoplastami tych wszystkich, którzy obecnie tak głośno protestują przeciwko jej budowie.

Niedokończony filar, zamieniony w kapliczkę, stał się małym sanktuarium polskim, miejscem święcenia pamięci o pokoleniu wspaniałych Polaków, którzy próbowali wydźwignąć kraj z upadku i uratować od zguby. Nie byli jednak już w stanie zapobiec katastrofie, ale pamięć ich wysiłków to zobowiązanie dla naszego pokolenia.

Znak Opatrzności

Tak też zresztą to rozumiano, kiedy Polska odzyskała niepodległość w roku 1918. Budowa Świątyni Opatrzności stała się jednym z priorytetowych projektów architektonicznych odrodzonego kraju. Wzniesienie świątyni rozumiano jako obowiązek wobec Boskiej Opatrzności, która opiekowała się nami i w końcu przywróciła nam ojczyznę wolną, czuwając nad walką kolejnego, pięknego pokolenia Polaków zgromadzonego pod sztandarem Piłsudskiego.

W 1921 r. sejm polski przyjął ustawę o „wykonaniu ślubu uczynionego przez Sejm Czteroletni”. Rozpisano konkurs. Napłynęło ponad pięćdziesiąt prac. Jednak zwycięski projekt Bohdana Pniewskiego wzbudził zastrzeżenia, gdyż zbyt przypominał nowoczesny wieżowiec. Tymczasem oczekiwano klasycznego kościoła katolickiego, z racji głębokiej tradycji wiążącej działalność polskiego Kościoła na rzecz narodowej państwowości i podmiotowości. Krzyż przecież jest wpisany jako symbol w nasze dzieje tak mocno jak Biały Orzeł. W tej mierze, ośmielę się zauważyć, Świątynia Opatrzności nie jest jedynie votum dziękczynnym, związanym z dorobkiem naszych konstytucjonalistów z końca wieku XVIII, lecz świadectwem patriotyzmu Polaków, odkąd pojęcie miłości Ojczyzny zaczęło być obecne w sercach ludu zamieszkującego tereny nad Wisłą. Świątynia Opatrzności staje się więc spełnieniem ślubów Jana Kazimierza, a nawet swojego rodzaju „ślubu”, jakim był Chrzest Polski Mieszka I. Już on wyznaczył kierunek, znany nam z tekstu Dagome Iudex, którego Polska trzymała się przez ponad tysiąc lat. I przez całe to milenium doświadczaliśmy Bożej Opatrzności, nawet pogrążeni w mrokach złego czasu. Tak rozumiano to przed wojną. Rozpisano więc drugi konkurs, który wygrał... Bohdan Pniewski, przekształcając pierwotny projekt zgodnie z zaleceniami Kościoła.

Świątynia miała stanąć na Polu Mokotowskim, aby powiązać ją z Polem Chwały, dzielnicą im. Marszałka Józefa Piłsudskiego i aleją jego imienia, łączącą miejsce budowy z placem Na Rozdrożu. Proszę zwrócić uwagę na to kapitalne założenie urbanistyczne, jaką piękną symbolikę widać w tym zamyśle polskiego Pola Marsowego. Oto mamy Trakt Królewski i królewskie rezydencje ogrodowe, a także miejsce dawnej Kalwarii. Od niegdyś planowanego miejsca budowy, aż do miejsca nowego wiedzie szlak... Marszałka Piłsudskiego. Jakby Jego osoba łączyła dawne z obecnym, jakby był właśnie znakiem Opatrzności, a raczej Darem Opatrzności dla Polski. Z pokolenia królów, przez pokolenia powstańców aż po pokolenie Zwycięzców. Na końcu jest Pole Chwały. Może właśnie tam, jako wotum dziękczynne za czuwanie Opatrzności nad naszym narodem, powinien stanąć pomnik Bitwy Roku 1920?